Stawiamy na rozwój

numer 1679 - 21.03.2017 ▶ Wywiad

WYWIAD Z ministrem sportu WITOLDEM BAŃKĄ o wsparciu dla małych klubów i eliminacji patologii w związkach sportowych rozmawia KRZYSZTOF OLIWA

„Klub” to największy tego typu projekt w historii Ministerstwa Sportu. W zeszłym roku pomogliśmy 2142 klubom. Teraz ta liczba wzrośnie o około tysiąc – mówi w rozmowie z „Codzienną” Witold Bańka.

Trwa druga edycja programu „Klub”. Kto może wziąć w nim udział?

To odpowiedź na zapotrzebowanie środowiska sportowego, które od wielu lat mówi, że warto wspierać małe i średnie kluby, bo właśnie tam zaczyna się przygoda z wielkim sportem. Co do dotacji, to przeznaczamy 10 tys. zł na klub jednosekcyjny i 15 tys. zł na kluby wielosekcyjne.

Na co są przeznaczane te pieniądze?

Można sfinansować tylko trzy proste zadania – wynagrodzenie trenera, organizację zgrupowania i zakup sprzętu sportowego. Nie ma żadnej możliwości przekazania tych pieniędzy na inne cele, np. koszty administracyjne. To są kwoty przeznaczone bezpośrednio na kwestie związane ze sportem. W zeszłym roku z naszej pomocy skorzystały 2142 kluby. Teraz ta liczba na pewno będzie większa, bo powiększyliśmy budżet z 24 do 30 mln zł. Szacujemy, że klubów, które wezmą udział w akcji, będzie około 3 tys. A to jeszcze nie koniec. Być może w połowie roku uda się uwolnić dodatkowe środki z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej. To potrzebny program, bo zainteresowanie klubów jest ogromne. Oddźwięk jest niezwykle pozytywny i to skłania nas do tego, żeby jeszcze zwiększać środki.

Mówi Pan, że w tym roku w programie weźmie udział około 3 tys. klubów. To już wszyscy potrzebujący?

To na pewno nie wypełnia całości potrzeb. My jako ministerstwo nie jesteśmy w stanie sfinansować wszystkich wydatków związanych z prowadzeniem klubu. Skupiamy się na pomocy dla najbardziej potrzebujących. W naszym programie mogą wziąć udział organizacje sportowe, które istnieją od trzech lat i mają przychody mniejsze niż 200 tys. zł rocznie.

10 czy 15 tys. zł to naprawdę tak istotna kwota w budżecie klubu?

W dużej mierze beneficjentami naszego programu są kluby, których budżety nie przekraczają kilkunastu tysięcy złotych. Otrzymane od nas wsparcie to dla nich poważny zastrzyk gotówki i szansa na rozwój. Taki grant stwarza im możliwość normalnego funkcjonowania, zorganizowania zgrupowania czy opłacenia trenera.

Zmieńmy temat. Co się dzieje w Polskim Związku Tenisa?

Z informacji medialnych wiem, że to nie jest związek, który dobrze funkcjonuje. Wielokrotnie powtarzałem, że nie jesteśmy zadowoleni z zarządzania. Dowodem na to jest ogromna ilość środków, którą związek musi zwrócić do ministerstwa tytułem niewykorzystanych dotacji (chodzi o ok. 300 tys. zł – przyp. red.). PZT to tylko jeden z przykładów, bo związków, które muszą oddawać pieniądze, jest więcej. W zeszłym roku Polski Związek Piłki Siatkowej zwrócił do naszej kasy ok. 1,3 mln zł. To samo dotyczy Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów i tak mógłbym jeszcze wymieniać.

Kandydat na nowego prezesa PZT Mirosław Skrzypczyński przedstawił niedawno dokumenty ukazujące patologie, które mają miejsce w związku. Czy nie rozważał Pan możliwości wprowadzenia kuratora do PZT?

Analizujemy wszystkie sygnały. Wszystko musi się odbyć zgodnie z literą prawa. Ministerstwo na bieżąco kontroluje PZT. Niedługo odbędą się tam wybory. Jako resort nie możemy w nie ingerować.

Skrzypczyński pokazał, w jaki sposób PZT wyprowadzał pieniądze do spółki Tenis Polski.

To jeden z elementów, który zmienimy w nowej ustawie o sporcie. Problem powiązań kapitałowych dotyczy większości związków sportowych w kraju. Wygląda to tak, że osoby bliskie członków zarządu świadczą usługi na rzecz danego związku. Takie sytuacje musimy wykluczyć. To klasyczny przykład nepotyzmu i zachowania korupcjogennego. Niestety większość związków sportowych dusi potencjał polskiego sportu. Dlatego konieczna jest nowelizacja ustawy o sporcie, nad którą już pracujemy. Musimy zwiększyć transparentność finansowania. Nie ma innej możliwości, żeby skutecznie wydawać publiczne środki. Często słyszy się, że w polskim sporcie brakuje pieniędzy. Nie zgadzam się z tym. Pieniądze są, tylko nieefektywnie się je wydaje.

Tych pieniędzy nie ma już Polski Związek Podnoszenia Ciężarów. Dotacje na sport zawodowy zostały bardzo mocno obcięte.

Jesteśmy konsekwentni. Wielokrotnie mówiłem, że PZPC odczuje pod względem finansowym sytuację z igrzysk olimpijskich (chodzi o przyłapanie na stosowaniu dopingu braci Zielińskich – przyp. red.). Z 5,5 mln zł na sport wyczynowy kwota została zmniejszona do miliona. Ale daliśmy też szansę w postaci środków z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej. PZPC dostał od nas pieniądze na szkolenie dzieci i młodzieży. Mają okazję odbudować swój potencjał i dokonać samooczyszczenia. Związki sportowe muszą dostrzec jedną podstawową prawdę. Finansowanie z budżetu ministerstwa nie jest prawem tylko przywilejem.

Powrót

© FORUM S.A