​Czy będziemy w G20? (2)

numer 1679 - 21.03.2017 ▶ Gospodarka



MAKROEKONOMIA

Dynamika naszej gospodarki sugeruje, że powinniśmy być w tym gronie. Międzynarodowe relacje czy sytuacja samej Europy w znacznym stopniu oddalają jednak tę perspektywę.

W 2015 r. pozycja Chin była już znacznie mocniejsza, a udział na poziomie 17 proc. ustępował jedynie pozycji USA. Osłabła, i to mocno, Japonia, a obecnie do czołówki powoli zbliżają się Indie. Jednak z perspektywy znaczenia politycznego chyba niewiele się zmieniło. Rosja pomimo poprawy wskaźników (w 2013 r. była nawet gospodarzem szczytu) wypadła z grupy G8, (która znowu jest G7), co zapewne odbiło się na jej politycznej pozycji w G20. Istotne jest jednak podniesienie pozycji przez tzw. BRICS, który w całości obecny jest w G20. Wyraźnie zyskała Brazylia, a pozycja RPA, przynajmniej do początku obecnej dekady, mocno wzrastała. Samo BRICS, będące alternatywą dla G7, to już prawie 25 proc. gospodarki G20, ale warto pamiętać, że to przede wszystkim zasługa Chin.

Relacje do G7

BRICS utworzony przez kraje aspirujące do grona potęg jest w G20 reprezentowana całościowo. Gdy w 1999 r. powołano G20, Rosja, Brazylia, Indie, Chiny i RPA znajdowały się w zupełnie innym miejscu. W 2001 r. powstał BRIC (jeszcze bez RPA) i chyba w założeniu grupa miała reprezentować państwa nieakceptujące amerykańsko-europejskiej dominacji, jednak poza wstającymi z kolan Chinami żadne nie należało do czołówki świata, a Europa i USA odstawały bardzo mocno. Kolejne lata wiele zmieniły. Brazylijski PKB stanowił wtedy 7 proc. amerykańskiego, a w 2014 r. już ponad 15. Cała grupa wyraźnie zyskała. Dla tych krajów obecność w gronie G20 to pewnego rodzaju rekompensata za nieobecność w G7. Tej ostatniej trudno się dziwić. Rosja co prawda była obecna (w latach 1997–2014), ale po aneksji Krymu została wykluczona. Inne kraje z racji kłopotów z demokracją czy stopniem rozwoju są niejako na uboczu. G20 jest więc pewnego rodzaju poszerzeniem G7, ale z racji szerszej reprezentacji i mocno sprzecznych interesów jest chyba mniej zdolna do podejmowania wspólnych i wiarygodnych decyzji.

Polska

Nasz kraj, pomimo obecnego zaproszenia do Baden-Baden na spotkanie ministrów finansów, nie należy do tego grona. Moment powołania grupy i ówczesne relacje międzynarodowe w pewien sposób to uniemożliwiały. Dziś sytuacja jest inna, bo Polska na tle grupy w jednej kwestii prezentuje się bardzo dobrze. To dynamika rozwoju. W latach 1999–2014 Polska zaprezentowała wyższą dynamikę wzrostu krajowego PKB niż 13 innych państw. Wyjątkami są m.in. Chiny czy Indie, co chyba nikogo nie dziwi, ale Europa wyraźnie pozostaje za nami w tyle. A nasz PKB jest wyższy od RPA czy Arabii Saudyjskiej.  Mamy więc powody do narzekania na naszą nieobecność w G20. Przede wszystkim w relacji do europejskich partnerów, którzy powoli w tym gronie znaczą po prostu coraz mniej. Zwłaszcza że kryzys eurowaluty pokazuje, iż silna obecność krajów z tego regionu (przy obecności samej Unii) jest może nieco na wyrost.

Czy mamy szansę na pełne członkostwo?

Niestety raczej nie. Przede wszystkim to grono dwudziestu państw, a przyjęcie nowego oznacza albo zmianę liczby, albo wykluczenie jednego. To z racji dyplomacji i relacji międzynarodowych jest chyba nierealne. Nawet grupa G8 skurczona do siedmiu członków nie dokooptowała nikogo w miejsce Rosji. A mogła Brazylię, przy okazji dezintegrując utworzony z rosyjskiego pomysłu BRICS. Zresztą w kolejce przed Polską jest Hiszpania, a może nawet Tajlandia. Oczywiście dziwne jest to, że są tam państwa strefy euro i sama Unia. Brakuje Szwajcarii czy krajów skandynawskich. Szwajcaria z racji mocnej pozycji własnej waluty jest chyba naturalnym kandydatem.  My teoretycznie też, ale wydaje się, że najbliższe lata nie zmienią stanu liczebnego G20.

 

Autor: Rafał Grodowski

Powrót

© FORUM S.A