Putin szykuje inwazję na Polskę

numer 1826 - 14.09.2017 ▶ Świat

Od momentu upadku Związku Sowieckiego żadne manewry wojskowe z udziałem rosyjskich żołnierzy nie wzbudzały tak dużych obaw NATO, jak rozpoczynające się dziś na Białorusi ćwiczenia „Zapad-17”, w których weźmie udział nawet 150 tys. wojskowych z obu krajów. W ostatnich latach armie Kremla i Mińska wielokrotnie testowały atak na konkretny kraj, m.in. na Polskę i państwa bałtyckie. Eksperci ostrzegają, że podczas tegorocznej edycji ćwiczeń podobny scenariusz może zostać wcielony w życie.

Według informacji podawanych przez władze w Moskwie, do 20 września br. w ramach ćwiczeń „Zapad-17” na białoruskich poligonach przebywać będzie maksymalnie 13 tys. żołnierzy. Z kolei zdaniem analityków współpracujących z NATO wspomniana liczba jest drastycznie zaniżona, a w rozpoczętych dzisiaj manewrach uczestniczy ok. 150 tys. wojskowych z Rosji i Białorusi, uzbrojonych m.in. w 700 pojazdów bojowych, systemy rakietowe, myśliwce i bombowce. Tak znacząca rozbieżność w wyliczeniach wynika z faktu, że Kreml… doskonale zna treść obowiązujących w Europie porozumień obronno-militarnych.

Zgodnie z tzw. dokumentem wiedeńskim z 1999 r. o środkach budowy zaufania i bezpieczeństwa w Europie, jeżeli jeden z sygnatariuszy porozumienia (a są nim zarówno Rosja, jak i Białoruś) zorganizuje manewry o liczebności przekraczającej 13 tys. żołnierzy, wówczas pozostałe państwa mają obowiązek wystawienia odpowiednich delegacji, które monitorowałyby przebieg takich ćwiczeń. Dlatego – by obejść założenia wspomnianego dokumentu – Rosja w oficjalnym przekazie z uporem wymienia jedynie ułamkową część wszystkich uczestników tegorocznej edycji „Zapadu”.

Pół Europy na celowniku Rosji

Analizując założenia większości rosyjsko-białoruskich manewrów z ostatnich lat, można dojść do wniosku, że od blisko dekady obie armie skupiają swoje działania wyłącznie na testowaniu możliwości zaatakowania sąsiednich państw. Żadna z kilku ostatnich edycji manewrów „Zapad” (odbywających się cyklicznie co dwa lata) nie miała charakteru defensywnego, lecz była nastawiona na agresywne przejęcie kontroli nad terytoriami suwerennych krajów. Przykłady? Rok 2009 – rosyjsko-białoruski atak nuklearny na Warszawę i podbicie Polski. Cztery lata później w podobny sposób została „potraktowana” Szwecja. Z kolei w 2015 r. na celowniku wojskowej świty prezydentów Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenki znalazły się kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa, Estonia).

Zdaniem analityków z amerykańskiego instytutu RAND, gdyby Rosja pod płaszczykiem potencjalnych ćwiczeń chciała zaatakować kraje bałtyckie, wówczas potrzebowałaby na ich podbicie ok. 60 godzin. Obawy instytutu podziela również dr Philip Petersen, były oficer armii amerykańskiej, a obecnie wiceszef tamtejszego think tanku Potomac Foundation. – Jedną z rzeczy, która niepokoi mnie najbardziej w kontekście manewrów „Zapad-17”, jest fakt, że do przerzucenia sprzętu (na Białoruś – przyp. red.) Rosja wykorzystała aż 4,2 tys. wagonów, z tego 1,5 tys. z nich zarezerwowano na wypadek „kryzysu” związanego z ćwiczeniami. Obawiam się, że łatwo może się to przerodzić w przygotowania do uruchomienia konfliktu i inwazji na kraje bałtyckie – ostrzega Petersen.

Polska obroni NATO, Rosja odpowie atomem

Oprócz wspomnianego „testowego” ataku nuklearnego na Warszawę w 2009 r. bardzo często Polska wymieniana jest jako pierwszy kraj, który byłby zdolny do odparcia ewentualnej agresji Rosji na wschodniej flance NATO. Branżowe brytyjskie czasopismo „The Observer” piórem byłego analityka amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) prof. Johna Schindlera przewiduje, że polska armia ze względu na postępujące unowocześnianie uzbrojenia i wysokie umiejętności żołnierzy, a także za odpowiednią, niezwykle ostrożną postawę wobec Rosji powinna być stawiana za wzór dla pozostałych państw NATO

Pozostało 50% treści.

Autor: Konrad Wysocki

Wykup prenumeratę Powrót

© FORUM S.A