Wygraliśmy!

numer 2226 - 12.01.2019 ▶ Temat Dnia

38 sędziom Sądu Okręgowego w Krakowie nie udało się doprowadzić do sparaliżowania pracy dziennikarzy „Gazety Polskiej”. Wczoraj oddalono ich powództwo ws. opublikowania sprostowania w tygodniku. Z uzasadnienia wyroku wynika, że 38 sędziów i dwóch ich pełnomocników nie umiało prawidłowo napisać sprostowania, a potem pozwu, z kolei czterech z nich miało nawet problem z czytelnym podpisaniem się. – Dziękuję wszystkim, którzy przyjechali bronić wolności słowa i walczyć o nią nawet z sądami, bo dzisiaj w sądach zamyka się usta dziennikarzom – mówi Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „GP”.

W piątek na kolejnej rozprawie przed Sądem Okręgowym w Warszawie znów zjawiło się kilkadziesiąt osób. Mniej więcej połowa z nich domagała się reformy sądów, a druga połowa żądała nienaprawiania polskiego sądownictwa. Do budynku nie wpuszczono osób, które przyniosły torby z zyskującymi coraz większą popularność koszulkami z napisem „#reformasądów” – ochroniarze obawiali się, że na korytarzach sądu będzie się odbywał… handel nimi. Podobnie jak dwa tygodnie temu, żeby wejść na salę, trzeba było okazać wejściówkę. Tych dla wielu zabrakło. Wiele osób czekało na ogłoszenie wyroku przed drzwiami sali.

Sędzia Agnieszka Derejczyk, zanim wydała orzeczenie, poinformowała, że za każde zakłócenie ciszy wyprosi zgromadzoną publiczność.

Tym razem z wyroku mogli być niezadowoleni zwolennicy obecnego stanu sądownictwa. Sąd zdecydował się oddalić roszczenia sędziów, którzy domagali się zamieszczenia kilkudziesięciu sprostowań na łamach „Gazety Polskiej”. – Prawo prasowe przewiduje szczególny rodzaj wymogów formalnych i merytorycznych, żeby można było żądać ochrony prawnej. W toku postępowania [przez stronę pozwaną] podnoszonych było wiele zarzutów, jednym z nich był brak legitymacji po stronie powodów

Pozostało 50% treści.

Autor: Jacek Liziniewicz

Wykup prenumeratę Powrót

© FORUM S.A