Cień 4 czerwca

numer 2252 - 12.02.2019 ▶ Publicystyka

Historia lubi się powtarzać, a polityka uderzać w nas mocną, choć nie dla wszystkich widoczną symboliką. Znów w jednym tygodniu bohaterami stali się Jan Olszewski i Donald Tusk. Jeden, odchodząc w wieku 88 lat. Drugi, kompromitując się w Europie i przymierzając się do powrotu do polskiej polityki.

Śmierć Jana Olszewskiego każe przypominać sobie na nowo rok 1992. Więc również i rolę Donalda Tuska w „nocnej zmianie”, jego „panowie, policzmy głosy” czy wcześniejsze słowa, że ten rząd należy zniszczyć wszelkimi metodami.

Wilk w europejskiej skórze

O obecnym rządzie Tusk, jako orędownik demokracji i konstytucji, już tak wprost wypowiedzieć się nie może. Może jednak bojowym wpisem na Twitterze zachęcać do dalszych ataków na dziennikarzy TVP, legitymizując tym samym przemoc w polskim życiu politycznym i dając jej „europejskie” błogosławieństwo. Gdy niektórzy politycy Platformy w chwili zagubienia nieśmiało krytykują agresję Obywateli RP wobec Magdaleny Ogórek, jaką widzieliśmy przed budynkiem TVP Info, Donald Tusk znajduje zupełnie innego winnego. „Kłamstwo organizowane przez władzę za publiczne pieniądze to perfidna i groźna forma przemocy, której ofiarami jesteśmy wszyscy. I wszyscy powinni solidarnie, w ramach prawa, przeciw temu kłamstwu protestować”. I niby wszystko się zgadza, mowa o „granicach prawa” i tylko z ofiary Tusk robi agresora, z bandytów zaś bojowników o wolność. I ton ten podchwytują natychmiast jego partyjni koledzy i nie mniej partyjni, choć udający obiektywnych, publicyści i komentatorzy.

To, że Tusk od agresji nie stroni, wiemy dość dobrze. Nawet jeśli sami nie przekonaliśmy się o tym tak boleśnie, jak jego uderzony piłką podczas mało fortunnej próby ocieplenia wizerunku pies. Jego dziwne demonstracje niechęci wobec współpracowników (słynne podeptanie marynarki kolegi podczas jego krótkiej nieobecności w pokoju), przemówienia pełne gróźb i uwłaczających przeciwnikom określeń, to obraz byłego premiera, jaki znamy od 2007, a nawet 2005 r. Tusk najpierw musiał się odegrać na świecie za przegrane wybory, następnie zaś, już wygrywając, odgrywał się nadal, czyniąc cały kraj zakładnikiem swojej mściwości. Często ze słowami o miłości na ustach.

Niektórych zmylił być może krótkotrwały zwrot konserwatywny, jaki Tusk, wraz z częścią kolegów z Platformy, deklarował w początkach tej partii. Być może gotowi byli więc uznać czerwiec 1992 r. za błąd politycznej młodość. Jednak kolejne lata pokazały nam, że zaistnienie w samym środku brutalnej gry nie było żadnym przypadkiem. Zakulisowe negocjacje, tajemnicze transfery pieniędzy, wykańczanie konkurentów, również tych wewnątrz własnej partii – to było zawsze jego żywiołem. Dobrze ukazali to w swojej bestsellerowej książce z zeszłego roku Wojciech Sumliński i Tomasz Budzyński, zbierając do kupy różne informacje, znane, zapomniane, zlekceważone… Tusk tymczasem uciekł z Polski i od Polski, lecz z daleka nadal prowadzi swoje gry w krajowej polityce. Z bezpiecznego ukrycia co jakiś czas uderza, mając w Warszawie dwóch, bardzo groźnych przeciwników.

Manewr wyprzedzający Schetyny?

Nie tak dawno na tych łamach formułowałem tezę, że Grzegorz Schetyna może nie mieć wcale zamiaru wygrać z Platformą Obywatelską kolejnych wyborów parlamentarnych. Wygrana taka bowiem ośmieliła by Donalda Tuska do powrotu do krajowej polityki po zakończeniu kadencji w Radzie Europejskiej, dla Schetyny byłaby więc pyrrusowym jedynie zwycięstwem

Pozostało 50% treści.

Autor: Krzysztof Karnkowski

Wykup prenumeratę Powrót

© FORUM S.A