Dumne wygnanie naszego Antoniego Pozostał wierny swoim zasadom

numer 2252 - 12.02.2019 ▶ Publicystyka

W poniedziałkowy poranek w siedzibie „Gazety Polskiej” zapanował głęboki smutek na wieść o tym, że dzień wcześniej, w niedzielę 27 stycznia, odszedł do Pana nasz serdeczny przyjaciel, mądry dziennikarz i wspaniały człowiek Antoni Zambrowski.

Jakże był inny od swoich rówieśników studiujących w Moskwie, wychowanych od dziecka wśród zwolenników najostrzejszej wersji komunizmu. Był synem wpływowego komunisty pierwszych lat PRL, z którym przechodził dzieje adekwatne do losu funkcjonariuszy Komunistycznej Partii Polski – od wygnania i odrzucenia do obracania się w nomenklaturowych kręgach partyjnych. A jednak wykazał się ogromną determinacją, odrzucając ideologiczne kłamstwa i wybierając drogę prawdy, wiary katolickiej i niepodległości Polski.

Olśnienie w Ermitażu

Inni przedstawiciele tego samego pokolenia z lubością studiującego w Moskwie, Wiktoria i René Śliwowscy, pisali w swoich wspomnieniach, że dziś „nadeszły czasy, w których dawni entuzjaści wstydzą się i ukrywają, gdzie studiowali”. Antoni Zambrowski był całkowitym zaprzeczeniem tego zarzutu – w 2009 r. wydał swoje wspomnienia „Syn czerwonego księcia”, w których przyznał się do młodzieńczego zachwytu Sowietami i opisał swoją metamorfozę do antykomunistycznej, propolskiej postawy. Na studiach ekonomicznych w Moskwie widział nie tylko krzywdę ludzi, partyjne nagonki na choćby nieco odmiennie myślących działaczy, ale też poznawał świat własnym poczuciem piękna i sprawiedliwości. Doznał olśnienia na wystawie obrazów w leningradzkim Ermitażu, gdy zobaczył obraz Maneta, na którym namalowana była m.in. woda. „Przezroczysta woda! – wspominał w książce. – Tak runął w mych oczach kolejny dogmat radzieckiej estetyki odrzucającej impresjonizm jako przejaw dekadencji (…). Życie wciąż uczyło mnie krytycyzmu wobec tej wiedzy, jaką chłonąłem z wykładów”.

Obracając się w kręgach władzy, będąc świadkiem historycznych przełomów (był uczestnikiem pogrzebu Stalina!), potrafił odczytywać intencje komunistycznych grup interesu. Czerwoni go znienawidzili, bo zamiast wybrać drogę koncesjonowanej opozycji, korzystać z ojcowskich profitów bez końca, a później ustawiać się z partyjną bracią po 1989 r., Antoni pozostał wierny swoim zasadom. W 1966 r. stanął w obronie Kościoła katolickiego wobec rozpoczynającej się PZPR-owskiej nagonki na prymasa Stefana Wyszyńskiego i katolicyzm. Jakże odmienna to postawa od działań tych, którzy będąc dziećmi czerwonej nomenklatury, wykorzystywali w późniejszej działalności lat 70. i 80

Pozostało 50% treści.

Autor: Wojciech Mucha, Jakub Augustyn Maciejewski

Wykup prenumeratę Powrót

© FORUM S.A