Gdy kryminał staje się komedią

numer 1826 - 14.09.2017 ▶ Sport

HUMOR Z KRONIK KRYMINALNYCH Złodziej potrafi rozśmieszyć policjanta



Każdy przestępca powinien być ścigany i ukarany, ale niektórzy swoimi wyczynami potrafią rozśmieszyć nawet policjantów, a przecież mundurowi wiele w karierze widzieli. Zdarzeń, które później stają się kanwą anegdot opowiadanych latami, jest bez liku. Długo obiektem kpin będzie chociażby złodziej tabletu, któremu sprzęt zrobił zdjęcie i wysłał do okradzionego właściciela.

Kilka dni temu operator Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Bydgoszczy odebrał niepokojące zgłoszenie. Mężczyzna dzwoniący w środku nocy twierdził, że udusił żonę, bo został przez nią zdradzony.

„Podał obcojęzyczne imię i nazwisko swoje oraz małżonki. Dodał, że znajdują się w miejscowości Pniewy” – relacjonują bydgoscy policjanci.

Oczywiście pracownik WCPR‑u powiadomił właściwą jednostkę policji, a dyżurny komendy w Żninie wysłał na miejsce patrol. Mundurowi nie znaleźli jednak w Pniewach posesji o numerze, który podał dzwoniący mężczyzna, a rozmowy z mieszkańcami niewiele pomogły. Sprawa była jednak tak poważna, że próbowano namierzyć zgłaszającego popełnienie zbrodni. Udało się.

„Okazał się nim 27-letni mieszkaniec Tucholi. Mężczyzna przyznał, że żadnego zabójstwa nie było, telefon na numer alarmowy wykonał dla żartu, a miejscowość Pniewy sobie wymyślił. Tłumaczył, że był wówczas pod wpływem alkoholu oraz narkotyków” – przyznają stróże prawa.

Teraz dowcipnisiowi grozi surowa kara. Policjanci z Bydgoszczy już zapowiedzieli, że sprawę skierują do sądu.

Autoportret złodzieja

Pod koniec sierpnia media opisywały kuriozalną historię z Poznania. Chodziło o kradzież tabletu, która stała się głośna w całym kraju. Ktoś włamał się do samochodu zaparkowanego na ulicy. Przestępca zabrał sprzęt komputerowy, ale nie wiedział, że ma on zabezpieczenia, a przede wszystkim funkcję „capture cam”.

Gdy złodziej próbował nieudolnie złamać kody zabezpieczeń, sprzęt zrobił mu zdjęcie i wysłał do prawowitego właściciela. Przez kilka tygodni mężczyzny nie udwało się jednak schwytać i dlatego opublikowano fotografię przestępcy, a przy okazji ujawniono niecodzienną historię. Miała ona równie niecodzienny finał.

Wprawdzie zdjęcie mężczyzny pojawiło się we wszystkich mediach (nie tylko poznańskich), a także na portalach społecznościowych, ale sam złodziej najprawdopodobniej nie wiedział, że nagle stał się gwiazdą internetu.

„Jego zatrzymanie było równie kuriozalne jak cała historia” – przyznał w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim” Maciej Święcichowski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. Ponieważ złodziej już wcześniej złamał prawo, musiał się zgłaszać do komisariatu na Starym Mieście. Został rozpoznany, gdy przyszedł kolejny raz w ramach dozoru.

Strach przed sądem

Do szokującego zdarzenia doszło kilka miesięcy temu w Zgierzu. 38-letni mieszkaniec tego miasta skonstruował bombę, którą umieścił… na własnej posesji! Na dodatek powiadomił policję. Na miejsce natychmiast pojechali saperzy, na podwórku rzeczywiście znaleźli niewielką paczkę, a w niej ładunek wybuchowy. Na szczęście udało się go szybko rozbroić, nikt nie odniósł obrażeń. Śledztwo wszczęto, mężczyźnie postawiono poważne zarzuty, a prokurator Krzysztof Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi przyznał, że w budynkach należących do podejrzanego znaleziono komponenty do produkcji materiałów wybuchowych.

Zdumienie wywołało odkrycie, dlaczego to zrobił. Okazało się, że tego dnia miał się stawić do sądu, a tak bał się przesłuchania, że skonstruował bombę, bo chciał uniknąć wizyty na sali rozpraw. Skutek tego taki, że stanie się częstszym gościem gmachu sądu.

Z kolei policjanci z Leszna długo będą wspominali młodą mieszkankę Zgorzelca. Kilka tygodni temu kobieta pojawiła się w drogerii i ukradła perfumy. Nie wpadła na gorącym uczynku, ale ochroniarze odkryli, co zrobiła, gdy rutynowo przejrzeli zapis monitoringu. Okazało się, że miała wspólnika.

„Na nagraniu widoczna była para młodych ludzi chowająca do torby markowe wody toaletowe” – relacjonowała Monika Żymełka z leszczyńskiej policji.

Tuż po kradzieży złodziejka wyszła przez nikogo nie niepokojona, ale nie pozostała bezkarna. Zrobiła jeszcze coś, co zdumiało nawet doświadczonych policjantów.

„Po podejściu do kasy z drobnymi zakupami klientka, trzymająca w swojej torebce skradziony towar, wypełniła formularz zgłoszeniowy do karty lojalnościowej, a w nim podała swoje dane osobowe” – dodaje Monika Żymełka.

Dysponując nazwiskiem przestępczyni, jej zatrzymanie było kwestią czasu. Wpadła po kilku dniach.

Wpadka na gorącym

Poszukiwania przestępców zazwyczaj trwają długo, wymagają operacyjnych działań, a ścigani na różne sposoby próbują utrudnić pracę policjantom i mylą tropy. Bywa jednak i tak, że niektórzy sami wzywają mundurowych. Do niecodziennej sytuacji doszło chociażby na początku tego roku.

Dwóch mężczyzn podróżowało przez województwo kujawsko-pomorskie. Nagle zabrakło im benzyny, samochód stanął w szczerym polu. Jeden z nich poszedł pieszo szukać paliwa, a drugi pozostał w aucie. Czas mijał, kolega nie wracał, a on marzł coraz bardziej. W końcu miał dość i zadzwonił pod numer alarmowy, prosząc policjantów o pomoc. Stróże prawa zareagowali i pojechali na miejsce. Rutynowo sprawdzili samochód – nie był kradziony. O dokumenty poprosili również przemarzniętego mężczyznę. Wtedy dokonali zaskakującego odkrycia. Człowiek, który wezwał ich na pomoc, okazał się poszukiwany listem gończym przez sąd w Grudziądzu. Natychmiast trafił do izby zatrzymań. Tam już było ciepło.

Równie niebanalnych zdarzeń wbrew pozorom jest wiele. Swego czasu na łamach „Codziennej” opisywaliśmy perypetie młodego mieszkańca Okonka (Wielkopolska). Chłopak był dilerem narkotyków. Tamtego dnia kręcił się po sklepowym parkingu i zaczepił przechodzącego nieznajomego.

„Ziomuś, chcesz kupić zioło?” – zapytał. Miał pecha, bo marihuanę zaproponował… policjantowi.

Do annałów kryminalistyki zapewne przejdzie 46-letni mieszkaniec Kielc, który w lutym br. został wezwany do tamtejszej komendy. Miał być przesłuchany w charakterze świadka. Najwyraźniej się nudził, czekając w holu na policjanta, który go wezwał, bo w pewnej chwili zainteresował się wiszącym na ścianie alkomatem. Więc go… ukradł! Od razu uciekł, a policjanci odkryli kradzież po kilku godzinach. Sprawdzono zapis monitoringu, obraz jednoznacznie pokazywał, kto dokonał tak kuriozalnego przestępstwa, a nazwisko było przecież znane stróżom prawa. Jeszcze tego samego dnia odwiedzili złodzieja, który nie był zaskoczony ich wizytą. Nie próbował kręcić, przyznał się. Został zapytany, dlaczego to zrobił. Nie potrafił odpowiedzieć.

Autor: Grzegorz Broński

Powrót

© FORUM S.A