Wniósł ich na trzy tysiące metrów

numer 1850 - 12.10.2017 ▶ Sport

Mundial 2018 Trzy gole Lionela Messiego uratowały Argentynę



Leo Messi strzelił trzy gole Ekwadorowi i wprowadził swoją drużynę na mistrzostwa świata. A nawet nie wprowadził, ale wniósł na własnych plecach, i to na wysokość trzech tysięcy metrów, na której położona jest stolica Ekwadoru Quito, gdzie Argentyńczycy grali mecz o wszystko.

Wiadomo było, że zakończenie eliminacji w obu Amerykach będzie bardzo ciekawe. Zastanawiano się tylko, kto z wielkich mistrzostwa obejrzy w telewizji. Faworytem była Argentyna. Nieskuteczna, grająca brzydko i defensywnie. O ile naszemu rekordziście Robertowi Lewandowskiemu w strzelaniu goli pomagała cała drużyna, o tyle Messi mógł liczyć tylko na siebie. Ostatni raz w eliminacjach ktoś inny trafił dla Argentyny niemal rok temu (Ángel Di María z Kolumbią w listopadzie 2016 r.). Messi musiał strzelać, rozgrywać, wykonywać stałe fragmenty gry. Największa panika wybuchła w kraju gospodarza – Rosji. Tamtejsze media z niedowierzaniem pisały, że na mundialu może zabraknąć najlepszego piłkarza świata.

W Ekwadorze Messi uspokoił jednak wszystkich zaniepokojonych. Strzelił trzy fantastyczne gole i przypieczętował awans Argentyny. Po meczu prezes jego piłkarskiej federacji płakał i ściskał swoją gwiazdę. 

– Wygraliśmy przekonująco tam, gdzie zwycięstwo jest zawsze trudne, prawie niemożliwe. Całe szczęście, że Messi jest Argentyńczykiem. Pomogliśmy mu zakwalifikować się do mistrzostw świata – powiedział na konferencji prasowej selekcjoner Jorge Sampaoli, ale chyba się mylił. To nie Argentyna pomogła Messiemu, ale Leo swojej ojczyźnie. 

– To ważny dzień dla całej Argentyny. Nasza drużyna zasłużyła na ten awans – powiedział po meczu Messi. – Wszyscy mieliśmy dzisiaj jeden cel – zwyciężyć. Kiedy zespół jest tak nastawiony, to gra się łatwiej. Walczyliśmy o ten awans do samego końca, do ostatniej piłki. To się po prostu nie mogło nie udać. W każdym meczu dawałem z siebie wszystko i to się opłaciło. Nasza reprezentacja po prostu nie mogła opuścić tych mistrzostw – cieszył się Messi.

Argentyńczycy się cieszyli, a w tym samym czasie słychać było lament w chilijskich domach. Zwycięzcy dwóch ostatnich turniejów Copa America przegrali 0:3 z Brazylią i do Rosji nie pojadą. W Ameryce Południowej wszyscy się z nich śmieją. Po porażce 0:2 z Boliwią poskarżyli się bowiem FIFA, że u rywali grał nieuprawniony zawodnik. Okazało się, że miało to miejsce także w zremisowanym spotkaniu z Peru. Oba mecze zamieniono na walkowery. Chile zyskało trzy punkty, Peru dwa. W wyścigu do Rosji Inkowie wyprzedzili Chilijczyków o jeden punkt... W barażu z Nową Zelandią zagra Peru i bardzo prawdopodobne, że awansuje na mistrzostwa. Bezpośredni awans wywalczyli Brazylijczycy, Argentyńczycy, Urugwajczycy i Kolumbijczycy. 

Żona bramkarza Chile Claudio Bravo (FC Barcelona) oskarżyła jego kolegów o nadużywanie alkoholu. „Wszyscy u nas wiedzą, że w czasie kiedy jedni piłkarze ciężko pracowali, inni zabawiali się w lokalach przy alkoholu” – napisała na Instagramie pani Carla.

W Ameryce Północnej też było ciekawie. W ostatniej kolejce awans utraciła drużyna Stanów Zjednoczonych. Ich porażkę 1:2 z malutkim Trynidadem i Tobago w Ameryce przyjęto jako hańbiącą. Tym bardziej że oprócz Meksyku i Kostaryki awans wywalczyła mała Panama, a w barażu zagra równie mały, a na dodatek biedny Honduras. USA, gdzie w ostatnich dwóch dekadach na popularyzację soccera wydano setki milionów dolarów, nie zagrają na mistrzostwach po raz pierwszy od 1986 r. Panama na mistrzostwach zagra po raz pierwszy. Podobnie jak Islandia – najmniejszy kraj, który kiedykolwiek awansował do mistrzostw świata z liczbą ludności mniejszą niż Lublin (330 tys.). 

Autor: Artur Szczepanik

Powrót

© FORUM S.A