W konspiracji od 12. roku życia

numer 1850 - 12.10.2017 ▶ Publicystyka

Niby wiemy, że muszą odejść – mają około 90 lat – ale za każdym razem ich śmierć nas boli. Zamykamy kolejny rozdział naszej historii, coś się naprawdę kończy – właśnie zmarła Hanna Szczepanowska ps. Heban i znów kawałek II Rzeczypospolitej nam się rozsypał.

Była powstańcem warszawskim zaangażowanym wcześniej w działalność konspiracyjnego harcerstwa – Szarych Szeregów. Brała więc udział w jednym z największych fenomenów II wojny światowej – młodzieżowym ruchu zaangażowanym w walkę z okupantem. W czasie gdy angielskie dzieci cierpiały, bo wieczorami trzeba było zasłaniać okno, by bombowce niemieckie nie widziały świateł, a francuski ruch oporu pękał z dumy z powodu podrabiania niemieckiego znaczka pocztowego, nastolatkowie z polskich Szarych Szeregów narażali życie w „Akcji N”, wypisując prowokacyjne hasła na drzwiach volksdeutschów, roznosząc prasę podziemną czy malując słynny znak Polski Walczącej na murach miast. 

Hartować i pobudzać odwagę

Ale Hanna Szczepanowska miała też swoje, dziecięce, pomysły na utrudnianie życia Niemcom – smarowała klamki specjalnym klejem, aby ubrudzić i zaniepokoić proniemieckich lokatorów. Taka była rola najmłodszych – znane były też inne akcje harcerzy, jak wypisywanie na drzwiach „sprzedam węgiel” aby uprzykrzyć życie tłumami domagającymi się opału, albo zapychanie dziurek od klucza, aby codzienność volksdeutchów była upstrzona chociażby drobnymi utrudnieniami.

Walka wychowuje

Szczepanowska wspominała o swoim zaangażowaniu bez wyolbrzymiania zasług. O jednej akcji z przygotowaniami napisu „Polska żyje” opowiadała:

„Kiedyś się nam przytrafiło, że gdy z daleka było słychać jadący wóz żandarmerii niemieckiej, wszystko żeśmy zostawiły i uciekły. Blisko tam jest taka mała uliczka, Sędziowska, w której żeśmy się schowały. Niemcy wyskoczyli, pokopali nam kwiatki, chorągiewki. Wykrzykiwali: »Donnerwetter«, nazłościli się, wsiedli w samochód i pojechali. Gdy odjechali, myśmy przybiegły i z powrotem [wszystko] ustawiały. W każdym razie to była pewnego rodzaju dziecinada, ale dla naszej ludności, która przechodziła ulicą, która widziała, że Polska żyje, to było dosyć ważne”. 

I ważne było nie tylko dla ludności cywilnej – już Zofia Kossak, założycielka Żegoty, przekonywała na łamach podziemnej prasy, że młodzieży nie wolno chronić przed konspiracją. Pisarka argumentowała, że jest to element wojennego wychowania – nie wolno dzieci odrywać od rzeczywistości, tylko uczyć je prawdziwego świata, a także hartować i pobudzać ich odwagę. U Hanny Szczepanowskiej sprawdziło się to także po wojnie – z fantazją oszukała komunistyczną odmianę rekrutacji na studia na politechnice. Zdała egzamin, ale jako córka naczelnika Wydziału Wojskowego Komisariatu Rządu (przedwojennego) nie została przyjęta w poczet studentów. Wbrew temu przez pół roku chodziła na zajęcia i zaliczała wszystkie kolokwia, a zamiast indeksu niewinnie podsuwała blankiety, za każdym razem „zapominając” indeksu. Po pół roku udała się do dziekana, pokazała zaliczenia i przekonała profesora, że warto ją uczyć. Dziekan się zgodził – Szczepanowska udowodniła, że człowiek, który przeżył piekło wojny, potrafi nabrać postawy wyprostowanej i nigdy się nie poddać.

„Jadzia z kanałów nigdy nie wyszła” 

Jak to było w polskich realiach, życiorys Szczepanowskiej krzyżował się z losami innych bohaterów walki o wolność. Jako czternastolatkę zaprzysiężono ją na żołnierza Armii Krajowej, w 244. Plutonie Zgrupowania „Żmija” została łączniczką, a z powodu kruczoczarnych włosów przyjęła pseudonim Heban. Nie było łatwo w tym wieku wstąpić do AK, ale udało się jej to dzięki pomocy brata. Jej pokolenie zostało przetrzebione przez wojnę, i także ją mógł spot­kać taki los.

„Strasznie chciałam iść kanałami na Stare Miasto. Druhowi »Orszy« mówiłam to sto razy. Słyszę, że przyszedł łącznik, że potrzebny jest ktoś od nas do przejścia na Stare Miasto. Mówię: »Ja! Ja! Ja!«. On tak na mnie popatrzył z góry na dół i powiedział: »Dobrze, jak znajdziesz porządne buty i sweter, to pójdziesz«. Biegałam po wszystkich i szukałam butów i swetra. Buty znalazłam, swetra nie znalazłam. Przybiegam do druha »Orszy« i mówię: „Buty już mam! Swetra jeszcze nie mam, ale buty już mam!”. A druh »Orsza« mówi do mnie: »Już za późno, poszła Jadzia«. I Jadzia z kanałów nigdy nie wyszła”.

Zetknęła się też z 1. Dywizją Pancerną gen. Stanisława Maczka. Gdy po powstaniu trafiła do Stalagu XI B Fallingbostel, Bergen-Belsen, do kobiecego obozu jenieckiego VI C w Oberlangen, dni III Rzeszy były już policzone. „Odebrano nam ducha” – wspominała po latach, gdy rany na ciele już się zagoiły. 12 kwietnia 1945 r. maczkowcy z patrolu rozpoznawczego wyzwolili obóz jeniecki. Ale wolność nie przyszła – nadeszły czasy komunistycznej Polski w wydaniu stalinowskim.

Mocne ogniwo polskości

Hanna Szczepanowska rozumiała, że walka o niepodległość nie kończy się wraz z ucichnięciem wojennych dział – zwłaszcza w Polsce. Wspierała matkę, która była prześladowana przez UB i wielokrotnie przesłuchiwana w celu zdobycia informacji o miejscu pobytu ojca. Szczepanowska nie bała się przyznawać do swojej AK-owskiej przeszłości – wpisywała ją nawet do CV czy ankiet pracowniczych. 

Od 2005 r. zaangażowała się w popieranie kandydatury Lecha Kaczyńskiego na prezydenta, a później w Komitet Honorowy Poparcia Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych. Swoją postawę wyniosła z domu – jej ojciec wykładał w podchorą??wce w?Ostrowie Komorowie. By?a wi?c mocnym ogniwem polsko?ci w?powojennej rzeczywisto?ci ? dla m?odzie?y warszawskiej stanowi?a przyk?ad niez?omno?ci. Pokaza?a, ?e po?wi?cenie powsta?c?w warszawskich mia?o jeden niepolityczny wymiar ? by?o szko?? charakteru nie tylko dla pokolenia okupacji, ale i?dla nast?pnych generacji. Kt?? z?nas nie pami?ta wielkiego otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego w?2004?r. i?patriotycznego przebudzenia Polak?w? Duch niepodleg?o?ci nie wygas? w?nas przez tysi?c lat. A?wi?c kawa?ek II Rzeczypospolitej nie rozsypa? si? wraz z?jej odej?ciem ? p?ki my to dziedzictwo niesiemy dalej.żówce w Ostrowie Komorowie. Była więc mocnym ogniwem polskości w powojennej rzeczywistości – dla młodzieży warszawskiej stanowiła przykład niezłomności. Pokazała, że poświęcenie powstańców warszawskich miało jeden niepolityczny wymiar – było szkołą charakteru nie tylko dla pokolenia okupacji, ale i dla następnych generacji. Któż z nas nie pamięta wielkiego otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego w 2004 r. i patriotycznego przebudzenia Polaków? Duch niepodległości nie wygasł w nas przez tysiąc lat. A więc kawałek II Rzeczypospolitej nie rozsypał się wraz z jej odejściem – póki my to dziedzictwo niesiemy dalej.

Autor: Jakub Augustyn Maciejewski

Powrót

© FORUM S.A