Biało-czerwone serce nad Syrią

numer 1850 - 12.10.2017 ▶ Wywiad

BLISKI WSCHÓD Z KS. MARIUSZEM BOGUSZEWSKIM rozmawia MIKE BRUSZEWSKI

Na każdego chrześcijanina z tej parafii, który wyjechał z Aleppo, czeka różaniec zawieszony na figurze św. Antoniego. Kobiety z tej parafii: matki, często wdowy, patrzą na nie codziennie i modlą się o powrót swoich dzieci, wnucząt, mężów czy braci.

Polska trzykrotnie zwiększyła kwoty na pomoc ofiarom wojny na Bliskim Wschodzie. Jak w praktyce wygląda pomoc polskiego rządu i PKwP w tym rejonie świata i czy są już efekty tego wsparcia? 

W ostatnim czasie polski rząd wsparł projekt leczenia ofiar wojny w Syrii łączną kwotą 5,5 mln zł. W praktyce mamy już kilkaset syryjskich dzieci, które żyją i funkcjonują właśnie dzięki temu wsparciu. Oczywiście nie pomagamy tylko dzieciom, dorosłym także, ale to one są największymi ofiarami wojny, bo są najsłabsze. Mogę przytoczyć przykłady dwóch chłopców z Aleppo, z którymi rozmawiałem.

Jednemu z nich dawano kilka dni życia ze względu na chorobę serca. To dzięki pomocy polskiego rządu tego chłopca w ostatniej chwili położono na stole operacyjnym i uratowano mu życie w szpitalu w Aleppo. Drugi w wyniku działań wojennych stracił nogę i dzięki pomocy z Polski ma protezę i kule. Dlaczego podaję akurat takie dwa przykłady? Pierwszy z chłopców jest chrześcijaninem, drugi muzułmaninem. To pokazuje, że pomagamy bez względu na wyznanie. A warto dodać, że pomoc medyczna dla dzieci z Aleppo to nie tylko operacje czy protezy. To młode pokolenie, które na własne oczy widziało, co to jest wojna. Prawie każde z tych dzieci straciło bliskich, którzy często ginęli na ich oczach. A zatem jest im zapewniana także pomoc psychologów, którzy leczą je z traumy. I w tej kwestii program również przynosi już efekty – takim wsparciem psychologicznym objęliśmy kilkaset dzieci. Dla nas są to wzruszające chwile, bo kiedy tam przyjeżdżamy, dzieci rzucają się nam na szyję i dziękują za pomoc. 

Czy dzieci mają świadomość, że ta pomoc płynie właśnie z Polski? 

Oczywiście. W domach tych rodzin w Aleppo, w Syrii, często wiszą polskie flagi. Oni wiedzą, że z Polski pochodził papież Jan Paweł II. Podobnie jest w Iraku, gdzie nad jednym z obozów dla uchodźców wewnętrznych górowało wielkie serce pomalowane w biało-czerwonych barwach. Był taki zwyczaj, że w obozie symbolicznie zawiesza się serce w barwach tego kraju, który wysyła pomoc – Polska pomagała najwięcej, więc to serce w naszych barwach było największe i wisiało najwyżej. Polska ma bardzo dobrą opinię właśnie dzięki tej pomocy – wszyscy dostrzegają nasz wielki wysiłek. Myślę, że spokojnie można to nazwać skutecznym elementem polskiej dyplomacji. Projekt, o którym rozmawiamy, realizowany jest m.in. przez szpital św. Ludwika w Aleppo. Jego ordynator powiedział mi wprost: „gdyby nie to wsparcie, nie moglibyśmy przeprowadzać operacji i funkcjonować na tym poziomie”. 

Musimy pamiętać, że w kraju zniszczonym wojną społeczeństwo bardzo zubożało, nie stać go na najprostsze zabiegi

Pozostało 51% treści.

Wykup prenumeratę Powrót

© FORUM S.A