Nie widzieli złota, ufali Marcinowi P.

numer 1850 - 12.10.2017 ▶ Polska



AFERA To były kolejne przesłuchania przed komisją śledczą badającą aferę Amber Gold. Tym razem zeznania złożyła Danuta Misiewicz, była główna księgowa spółki. Mimo że w firmie nie można było znaleźć faktur świadczących o zakupie złota, w które miało inwestować Amber Gold, nikt nie podważał tego, że ono istnieje.

Podczas wczorajszego przesłuchania komisji śledczej ds. Amber Gold posłowie pytali Danutę Misiewicz, byłą główną księgową spółki, m.in. o kwestię złota, w które miało inwestować Amber Gold. – W księgach nie mogłam znaleźć faktur za złoto. W lipcu 2012 r. zleciłam pracownicom księgowości, by sprawdziły, czy w firmie są takie faktury. One również ich nie znalazły – zeznała Misiewicz. – Rozmawiałam z wieloma pracownikami i nikt nie podważał, że to złoto w ogóle jest. Tylko każdy kierował mnie do pana Marcina. To on podobno miał informacje, gdzie ono jest. Do samego końca nie miałam świadomości, że Amber Gold nie kupuje złota – dodał świadek. O tym, że spółka nie inwestuje w kruszec, miała się dowiedzieć pod koniec lipca 2012 r., kiedy wybuchła afera. – Dlaczego nie złożyła pani wówczas wypowiedzenia? – pytał Jarosław Krajewski, członek komisji i poseł Prawa i Sprawiedliwości. – Składanie go wtedy chyba mijało się z celem – stwierdziła Misiewicz.

Krajewski zwracał jednak uwagę, że spółka ogłosiła upadłość dopiero 13 sierpnia. – Nie akceptowałam tego stanu rzeczy. Nie podejmowałam również żadnych działań, ale to już był koniec lipca. Gdy wybuchła afera, stwierdziłam, że nie będziemy dokonywali żadnych księgowań, aby nie zostać posądzonym, że coś próbujemy ukryć – przekonywała.

(kd, PAP)

Autor: Kd

Powrót

© FORUM S.A