​W Polsce różaniec na granicach, tymczasem...

numer 1851 - 13.10.2017 ▶ Publicystyka

Korespondencja znad Sekwany Tymczasem we Francji wymiar sprawiedliwości wydaje dość dziwne werdykty w sprawie bożonarodzeniowych szopek. Okazuje się, że w Wandei takie szopki można jeszcze w miejscach publicznych stawiać, ale już w regionie Owernia-Rodan-Alpy takie instalacje są zakazane.

Walka prawna o szopkę bożonarodzeniową w Wandei trwała ponad pięć lat. Tamtejsze stowarzyszenia „wolnomyślicieli” i radni lewicy zaskarżyli do sądu administracyjnego umieszczenie szopki w lokalu rady departamentu w 2010 r. W 2012 r. zapadł pierwszy wyrok korzystny dla Wandei. W 2014 r. górą byli wolnomyśliciele i sąd instalacji szopki zakazał. W 2016 r. wtrąciła się Rada Państwa, która wobec zapadających w całej Francji różnych wyroków w tego typu sprawach wskazała, że jeśli instalacja ma charakter artystyczny, ludowy i jest zgodna z tradycją, to laickości państwa nie narusza. Nastąpiła kasacja wyroku. Teraz sąd administracyjny wydał decyzję pozwalającą na ustawienie szopki w radzie departamentu.

Nielegalna szopka

Odmiennie potoczyły się losy niemal identycznego procesu w regionie Owernia-Rodan-Alpy. Szef rady regionu, znany polityk republikański Laurent Wauquiez, zezwolił na ustawienie szopki w liońskiej siedzibie rady regionalnej. W grudniu 2016 r. prawne kroki przeciw tej instalacji podjęła lewacka Liga Obrony Praw Człowieka, Federacja Wolnomyślicieli oraz radni lewicy. Szefa regionu oskarżono o „atak na laickość państwowych instytucji”. I ta sprawa trafiła do sądu administracyjnego, który na początku października wydał wyrok. W odróżnieniu od Trybunału w Nantes sąd w Lyonie uznał, że szopka związana jest z kultem religijnym oraz narusza świeckość przestrzeni publicznej i zasady neutralności państwa. Sędziowie odrzucili argument o kulturalnym i artystycznym charakterze instalacji i uznali, że samo przygotowanie figurek świętych przez miejscowych rzemieślników to za mało, by uznać jej lokalny i ludowy charakter. Wszystko wskazuje na to, że na razie szopki w Lyonie już nie będzie, choć Wauquiez i rada regionu zapowiedzieli apelację. Ich zdaniem sąd zastosował wąskie pojęcie kultury, zaprezentował radykalne rozumienie laickości i jednostronną interpretację ustawy z 1905 r., która reguluje zasady rozdziału państwa i Kościoła. Wauquiez dodatkowo skomentował ten wyrok stwierdzeniem, że wyrok jest nierealny, bo to nie szopki zagrażają laickości Francji.

Nie chcą umierać za... 

La Courneuve

Trudno się z szefem rady regionu nie zgodzić. Kiedy państwo walczy z tradycją, trwa nieustanny proces implantacji na terytorium kraju islamu. Na rynku ukazała się właśnie książka francuskiego dziennikarza śledczego Alexandra Mendela „Parution” (podział). Pokazuje ona postępy islamu w przestrzeni publicznej i mówi wręcz o straconych terytoriach republiki. Islam czyni postępy i „łowi dusze” w więzieniach, wymógł swoje postulaty na szpitalach, szkołach, pojawiają się miasta i dzielnice, które żyją zgodnie z szariatem. Według niektórych danych co roku na islam przechodzi ok. 4 tys. rdzennych Francuzów. Liczba ta może być zresztą znacznie większa. Nowością jednak jest to, że owe „nawrócenia” to nie misyjny wpływ jego wyznawców, ale po prostu dostosowywanie się do wymogów codziennego życia w zdominowanych przez muzułmanów osiedlach. Mendel pokazuje realia życia w takich miasteczkach jak Saint-Denis, Trappes, Sevran czy La Courneuve – poligamia, szkółki koraniczne, nienawiść do Zachodu, małżeństwa religijne, szariat. Państwo tymczasem abdykuje i zadowala się zewnętrznymi znamionami swojej tam obecności. Jakiekolwiek pomysły rekonkwisty tych terenów są pozostającym u władzy zwolennikom wielokulturowości nie tylko obce, ale pachną wręcz rasizmem, islamofobią, neokolonializmem etc. Mendel we wstępie do książki pisze m.in. „W 1939 nie chcieliśmy umierać za Gdańsk. W 2017 nie chcemy umierać za odzyskanie La Courneuve”…

Wojna hybrydowa?

Sytuacja we Francji może przypominać rodzaj wojny hybrydowej, gdzie właściwie bez walki, z wykorzystaniem użytecznych idiotów dokonuje się podboju kolejnych sfer życia publicznego. Tzw. islamosfera, czyli krąg osób wierzących, że islam pomoże im np. w budowaniu wielokulturowego społeczeństwa, obejmuje wielu polityków lewicy, filozofów, dziennikarzy, stowarzyszenia i ruchy obywatelskie. W elitach nie widać właściwie żadnego ducha sprzeciwu, a ci, którzy podnoszą takie postulaty, klasyfikowani są najczęściej jako… prawicowi  ekstremiści. Równolegle trwa proces podcinania korzeni własnej tożsamości.  Długoterminowe skutki łatwo przewidzieć.

Autor jest publicystą „Głosu Katolickiego” (Voix Catholique) w Paryżu

Autor: Bogdan Dobosz

Powrót

© FORUM S.A