​Cyrulik zaśpiewa w Warszawie

numer 1851 - 13.10.2017 ▶ Kultura

WYWIAD Począwszy od wczorajszego czwartku, przez cztery wieczory w Warszawskiej Operze Kameralnej wystawiana będzie jedna z najsłynniejszych oper w historii, „Cyrulik sewilski” Gioacchina Rossiniego. Z gwiazdą spektaklu DARIUSZEM MACHEJEM rozmawia PIOTR IWICKI.

Odnoszę wrażenie, że jest Pan z Rossinim bardzo zaprzyjaźniony. 

Miło mi bardzo, że można odnieść takie wrażenie. Odbieram to jako komplement. Debiutowałem jeszcze jako student Akademii Muzycznej w Warszawie na scenie Warszawskiej Opery Kameralnej w roli Don Magnifica w operze Gioacchina Rossiniego „La Cenerentola”. Chwilę później pojawiły się propozycje z zagranicy oraz kolejne partie w dziełach Rossiniego. Wymienię tu chociażby Mustafę w „L’Italiana in Algeri”, Bartolo w „Il barbiere di Siviglia”, Macrobia w „La pietra del paragone” czy Selima w „Il turco in Italia”. 

Należy Pan do bardzo ekskluzywnego grona polskich śpiewaków, którzy szlifowali wiedzę i wokalny warsztat w rossiniowskiej materii wprost w przysłowiowej jaskini lwa.

Z pewnością ma pan na myśli sławny Rossini Opera Festival w Pesaro, na który dwukrotnie zaprosił mnie dyrektor festiwalu Alberto Zedda, prawdziwy guru muzyki tego kompozytora. Śpiewałem tam nie tylko opery Gioacchina Rossiniego, ale też Stefana Pavesiego i Giovanniego Paciniego. Podczas festiwalu miałem przyjemność współpracować z maestro Carlem Rizzim. Wielokrotnie zapraszano mnie też na Belcanto Festival Rossini in Wildbad, gdzie ponownie współpracowałem z Albertem Zeddą, jak również z Alessandrem de Marchim i Gabrielem Bellinim. Śpiewaliśmy dużo, ćwiczyliśmy, dyskutowaliśmy, nagrywaliśmy płyty. Kolejny festiwal, który pamiętam, to Festival de Musique de Strasbourg, i znowu Alberto Zedda, i znowu Rossini, i znowu fantastyczne wspomnienia. 

Mówi się, że Rossini uczynił dla sztuki śpiewaczej to, co Chopin dla pianistyki. Na czym polega szczególność jego spojrzenia na śpiew?

Opery Rossiniego cechuje niezwykły koloryt postaci, wokalna ekwilibrystyka, możliwość stosowania kadencji dopasowanych do osobowości i indywidualnych predyspozycji technicznych śpiewaka. Nie mniejsze znaczenie ma budowanie w ariach indywidualnych linii melodycznych w powtarzanych fragmentach, przy zachowaniu lekkości i swobody belcanta. To wszystko składa się na styl rossiniowski, piękny, ale bardzo wymagający. 

Jaka jest Pana ulubiona partia z tego repertuaru?

Zapewne ta, którą będę śpiewał za chwilę, Bartola. A tak poważnie to chyba Mustafa z „L’Italiana in Algeri” oraz Macrobio z „La pietra del paragone”.

Czy dla śpiewaka to coś szczególnego, gdy towarzyszy mu orkiestra grająca na instrumentach dawnych? 

Z pewnością ma się poczucie podróży w czasie do minionej epoki. Niewiele jest takich zespołów, które sięgają po repertuar XIX w. Ułatwieniem dla śpiewaka może być nieznacznie obniżony „strój”, a miłe dla ucha ciepłe i delikatnie brzmienie. A tego będzie można posmakować właśnie na naszych spektaklach „Cyrulika sewilskiego”.

Powrót

© FORUM S.A