Jesień żniw płytowych

numer 1877 - 15.11.2017 ▶ Kultura

NOWOŚCI Brodka, Organek, Rogucki i Stacey Kent

Liczba nowych płyt na sklepowych półkach jest odwrotnie proporcjonalna do liczby liści na drzewach. Wydawcy świetnie wiedzą, że właśnie rozpoczyna się czas uzupełniania płytotek i kupowania prezentów. I tak będzie aż do świąt Bożego Narodzenia, trzymajcie się za portfele.

Wśród płyt, które godne są odnotowania, bezspornie jest nowy album Stacey Kent, mieszkającej w Wielkiej Brytanii Amerykanki. Ta znakomita wokalistka w niedzielę występowała z zespołem w ramach XXXII Silesian Jazz Meeting w Rybniku, a my za sprawą „I Know I Dream – The Orchestral Sessions” możemy jej posłuchać w przepięknej oprawie orkiestrowej, pastelowej, stonowanej. Co tu ukrywać, ta muzyka klimatem koresponduje z aurą i szczególnym czasem jesiennej szarugi. 

Smaczne smyczki

Dźwięki niosą ze sobą ciepło, a to płynie ze swingujących, balladowych fraz, miejscami dobarwionych szczyptą soulu („Bullet Train”), rumbą („Les Amours Perdues”) czy bossa novą („To Say Goodbye”). Sekcja rytmiczna pięknie dopełnia orkiestrę kameralną (znakomicie zaaranżowane smyczki), a za instrumentację odpowiadał Tommy Lawrence, w jednym z utworów wspierany przez saksofonistę Jima Tomlinsona, prywatnie męża sprawczyni albumu. Stacey Kent jest wokalistką szczególną, dla mnie bezspornie należącą do pierwszej piątki na świecie. Kiedy ponad 20 lat temu pierwszy raz widziałem ją śpiewającą (była ozdobą gali targów książki pedagogicznej w jednym z warszawskich hoteli), napisałem, że z taką aparycją i głosem, w dodatku będąc białą dziewczyną w pięknej sukni i… glanach, robi się karierę popową. Skąd więc ten jazz? Amerykańska gazeta, chcąc przedrukować moją opinię, poprosiła o zgodę na wykreślenie słowa „biała”, bowiem było ono według kanonów amerykańskich rasistowskie. Ale gdy się słucha, jak Stacey śpiewa, jesteśmy pewni, że zrobiła dobry wybór. Jazz to jej środowisko naturalne

Pozostało 51% treści.

Autor: Piotr Iwicki

Wykup prenumeratę Powrót

© FORUM S.A