Repolonizacja muzyki

numer 1924 - 13.01.2018 ▶ Warto posłuchać

Zawarty w tytule zwrot zrobił w ciągu ostatnich trzech miesięcy furorę w środowiskach muzycznych. Sprawa dotyczy wykupienia od fonograficznego giganta – firmy Warner Music zasobów niegdyś należących do Polskich Nagrań. Dla jednych to dziedzictwo narodowe nieopatrznie wypuszczone z rąk pięć lat temu w wyniku postawienia w stan upadłości. Dla innych zwykły towar, którym rządzą prawa rynku. I bądź tu mądry.

Byłem przed laty świadkiem licznych dywagacji w muzycznym środowisku, nieformalnych rozmów na poziomie organizacji zbiorowego zarządu prawami wykonawców oraz stowarzyszeń twórczych: dlaczego państwowe zasoby w sytuacji upadku ich właściciela nie budzą zainteresowania Ministerstwa Kultury i samego środowiska? Wiadomo, że Polskie Nagrania upadły po procesie wytoczonym przez sukcesorów Anny German. Ot, wytwórnia płytowa, na fali popularności telewizyjnego serialu, wprowadziła na rynek liczne, znakomite wznowienia jej płyt. Schodziły jak świeże bułeczki. Ale spadkobiercy upomnieli się o tantiemy należne im z tytułu praw autorskich i praw pokrewnych. Zapadł wyrok, na którego mocy firma miała rodzinie German wypłacić ponad milion złotych, z czasem dług urósł (pojawiali się kolejni wierzyciele) do ponad trzech i pół miliona. Ogłoszono więc stan upadłości. Ostatecznie zainteresowanie upadającą firmą muzyczną wyraził Warner Music Polska. Wcześniej wątpliwości było wiele. Dziennikarze prześcigali się w domysłach, jednak w jednym byli jednomyślni: polskie dziedzictwo idzie w ręce zachodniej firmy, która jako podmiot biznesowy działa z chęci zysku. Oliwy do ognia dolewały prasowe enuncjacje głoszące m.in., że majątek Polskich Nagrań (wchodziła w niego m.in. nieruchomość na warszawskim Ursynowie) wyceniony jest na 20 mln zł. Najpierw trafił do sprzedaży za ponad 16 mln zł, ale szybko pojawiła się informacja, że według ówczesnego prezesa Polskich Nagrań Mieczysława Kominka suma ta została przeszacowana i jest dwukrotnie wyższa od faktycznej wartości Polskich Nagrań. Sam Kominek – jak podała na swoim blogu Dorota Szwarcman – zakwestionował prawdziwość swojej wypowiedzi, twierdził jakoby doszło do pomyłki, a wartość nie była zawyżona, ale zaniżona. Miał też twierdzić, że Polskie Nagrania warte są mniej więcej 40 mln zł. Ostatecznie rozmowy odbywały się na poziomie 8 mln zł. Nic dziwnego, bowiem towar jest wart tyle, ile gotowi są za niego zapłacić nabywcy. Takie jest nieubłagane prawo rynku. Cała sprawa upadłości wywołała liczne komentarze, które dzisiaj ożywają niejednokrotnie oprawione w ramy spiskowej teorii dziejów. Rekapitulacja jest zawsze jedna: Warner Music zrobił i zrobi świetny interes. Ponownie wraca pytanie, czy mógł ten zasób kupić ZAiKS albo organizacje zarządzające prawami pokrewnymi w zakresie odtworzeń publicznych. Kiedyś mówiło się o fuzji SAWP-ZPAV, jak i podobnej dopełnionej przez STOART. Mówiło. Kiedy Warner przejął Polskie Nagrania, dywagacje szybko ucichły. Jak skwitował to jeden z muzyków: widziały gały, czego nie brały.

Rozsądna cena

Kiedy minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński oznajmił pod koniec minionego roku, że chce odkupić Polskie Nagrania, dodając przed kilkoma dniami, że za rozsądną cenę, aby zabezpieczyć wielkie dziedzictwo polskiej kultury dla przyszłych pokoleń, pojawiło się pytanie: co to jest rozsądna cena?

Bezspornie wartość jako dobra kultury, naszego dziedzictwa, jest wręcz trudna do oszacowania. Jednak z punktu widzenia muzycznego biznesu zdecydowanie jest to już solidnie wyduszona gąbka. Przynajmniej w części jazzowej. Szef Warner Music Polska Piotr Kabaj nie przez przypadek uchodzi za najlepszego i najskuteczniejszego gracza na rynku muzycznym w naszym kraju. Nie marnował czasu, władając zasobem archiwalnym po Polskich Nagraniach. Kiedy prezentował w Studiu Koncertowym im

Pozostało 51% treści.

Autor: Piotr Iwicki

Wykup prenumeratę Powrót

© FORUM S.A