​Śmiertelnie zabawna gierka

numer 1974 - 13.03.2018 ▶ Kultura

KINO W „Wieczorze gier” na jeden dreszczyk grozy przypada kilka wybuchów śmiechu. Bohaterowie bawią się tak dobrze, że trudno, by ten nastrój nie udzielił się widzowi.

Maks i Annie (znakomity duet Jasona Batemana i Rachel McAdams) to młode małżeństwo uwielbiające dobrą zabawę w gronie przyjaciół. Poznali się na zorganizowanym w klubie kwizie, zaręczyli podczas… kalamburów, a regularne wieczory gier w ich domu stały się już tradycją.

Choć w ich życiu jest wiele radości, do pełni szczęścia brakuje im potomstwa. Lekarz radzi im zmianę trybu życia na mniej stresującą i powściągnięcie rywalizacyjnych charakterów – okazuje się, że to, co przydatne w grze, niekoniecznie zdaje egzamin w życiu. Jednak przed parą pojawia się ważne wyzwanie. Niespodziewanie do miasta przyjeżdża brat Maksa, Brooks, który składa małżeństwu propozycję nie do odrzucenia – tym razem gra z planszy przeniesie się w teren, a stawką będą nie tylko drogi samochód i relacja zwaśnionych braci, lecz także… życie.

Komedia w reżyserii Johna Francisa Daleya i Jonathana Goldsteina oparta jest na sprawdzonym w tym gatunku schemacie – grupa młodych ludzi udaje się na imprezę i w pewnym momencie coś idzie nie tak – bohaterowie, zamiast beztrosko spędzać czas, zostają wrzuceni w sam środek mafijnych porachunków. Smaku tej historii dodaje zatarcie granic między grą a rzeczywistością. Twórcom udaje się trudna sztuka takiego żonglowania fabułą, które każe widzowi podążać za bohaterami w rozwiązywaniu zagadek i domyślać się, czy są one jeszcze częścią misternego planu mistrza gry, czy grozi im już realne niebezpieczeństwo. Właściwie do końca tego nie wiadomo, a scenarzysta Mark Perez robi co może, by podrzucać widzowi fałszywe tropy i wodzić go za nos, co z pewnością docenią fani fabularnych łamigłówek i nieprzewidywalnych rozwiązań.

„Wieczór gier” to kino rozrywkowe – choć momentami bywa naprawdę groźnie, scenariusz skonstruowano tak, by każdy dreszczyk grozy rozładować co najmniej kilkoma wybuchami śmiechu. A jeśli dodać do tego kilka refleksji na temat wartości rodziny i życiowych priorytetów – nawet jeśli w tej konwencji wybrzmiewają one nieco patetycznie – otrzymujemy szaloną bajkę z morałem. Bajkę, która – jak pokazuje ostatnia scena filmu – może mieć wkrótce ciąg dalszy. Warto na niego poczekać, bo o ile mówi się, że zbrodnia doskonała nie istnieje, o tyle zdaje się, że Daley i Goldstein odkryli receptę na komedię idealną.

 

Autor: Magdalena Fijołek

Powrót

© FORUM S.A