Bankructwo na zamówienie (publiczne)

numer 1975 - 14.03.2018 ▶ Gospodarka

19 mld zł, 100 tys. firm, 1,5 mln pracowników – połączenie tych liczb to bomba zegarowa podłożona pod naszą gospodarkę. Chodzi o małe grzechy pracodawców i duże grzechy państwa w wypadku umów-zleceń zawieranych w latach 2008–2015.

W 2008 r. polski rynek pracy generował 518 tys. umów-zleceń. W ciągu 7 kolejnych lat liczba tego rodzaju umów uległa podwojeniu. – Mamy dziś w Polsce 30 proc. osób zatrudnionych na podstawie nietypowych umów, w tym umów cywilno-prawnych. To najwyższy wskaźnik w Europie – stwierdziła niedawno prezes ZUS‑u, prof. Gertruda Uścińska.

Co było przyczyną tak potężnego rozregulowania rynku pracy? W 2008 r. zmieniono ustawę Prawo zamówień publicznych i to jeden z nowych jej zapisów uruchomił procesy, które doprowadziły do dramatycznego poszukiwania obniżki kosztów pracy przez firmy startujące w przetargach, a w konsekwencji do braku możliwości waloryzowania wygranego kontraktu o wartość rosnącej płacy minimalnej ustalanej przez państwo. Do tego podstawowym kryterium wyboru oferenta w zamówieniach publicznych była cena. Przy rosnących pensjach i marżach od kontraktów wiele firm już po pierwszym roku musiało dokładać do wygranych przetargów publicznych. Wtedy rozpoczęły się wśród pracodawców próby obniżenia kosztów pracy. I znaleziono taki sposób: umowy-zlecenia. W tym wypadku prawo pozwalało na ozusowanie tylko pierwszej umowy, a od drugiej wystarczyło odprowadzić tylko niską składkę zdrowotną.

Dopiero zmiany w 2016

–2017 r. w Prawie zamówień publicznych (automatyczna waloryzacja kontraktów czy wymóg zatrudnienia na umowę o pracę), oskładkowanie umów-zleceń do wysokości minimalnego wynagrodzenia, a także wprowadzenie godzinowej stawki minimalnej w umowach-zleceniach, przyniosły poprawę sytuacji.

Jednak sprawa zaniżania kosztów pracy powróciła za sprawą ZUS‑u, który od 2013 r., a zwłaszcza od 2016 r., zaczął kwestionować optymalizację kosztową stosowaną przez pracodawców za pomocą umów-zleceń. I to 5 lat wstecz. – Jeżeli ktoś decyduje się zawrzeć umowę dla pozoru, to bierze na siebie ryzyko konsekwencji takiego postępowania – brzmi stanowisko ZUS‑u.

Ewentualna kwota roszczeń ze strony ZUS‑u wobec pracodawców może wynosić 19 mld zł i dotyczyć nawet 100 tys. polskich firm oraz mieć przykre konsekwencje nawet dla 1,5 mln pracowników. Sytuacja taka może grozić bankructwem ogromnej rzeszy polskich firm, tym bardziej że sporo pracodawców obsługujących kontrakty w ramach zamówień publicznych reprezentuje sektory pracochłonne i często niskomarżowe.

– Dostrzegamy ten problem wywołany blisko dekadę temu, który dziś zaczyna mieć charakter kuli śnieżnej – mówi doradca w Kancelarii Premiera. – Dostrzegają go też pracodawcy, ale również przedstawiciele związków zawodowych. Chcielibyśmy wspólnie wypracować jakieś korzystne dla wszystkich stron rozwiązanie tej palącej sytuacji. Musi to być jednak rozwiązanie nie jednorazowe, ale systemowe, wpisujące się mocno i pozytywnie w cywilizowanie polskiego rynku pracy – podkreśla.

Autor: Piotr Chmielarz

Powrót

© FORUM S.A