Opowieść o Powstaniu Warszawskim i Solidarności

numer 2251 - 11.02.2019 ▶ Publicystyka

Fragmenty rozmowy Justyny Błażejowskiej z premierem Janem Olszewskim („Arcana”, 133–134, 2017):

1944

Nagle zobaczyłem, że na wszystkich domach w całej dzielnicy powiewają biało-czerwone chorągwie. Coś nieprawdopodobnego zupełnie, przecież w ciągu godziny nikt nie uszył! Przed wojną każdy właściciel, administrator czy dozorca budynku mieszkalnego miał obowiązek wywieszać flagę w okresie świąt. I teraz okazało się, że wszystkie czekały przez pięć lat na ten dzień [1 sierpnia]. Dosłownie cała dzielnica była oflagowana, to robiło kolosalne wrażenie.

Było coś takiego, takie poczucie, że wraca Polska, że… – nie wiem – nie da się tego opisać. Nie wiem, uczucie – powiedzmy – zupełnie nieoczekiwane, nie potrafię tego określić, radości, czegoś niesłychanie pozytywnego. Nastąpił wybuch powszechnego entuzjazmu. Gdybym wtedy spotkał kogoś, z kim miałem nawet bardzo złe stosunki, to uważałbym, że jesteśmy razem, bo jesteśmy tutaj.

 

1980

Powiem teraz o drugiej rzeczy, też w pewnym sensie związanej z popołudniem i wieczorem 1 sierpnia [1944], tym razem – z 1980 r. Wolę zrezygnować z operowania dokładnymi datami, bo musiałbym to sprawdzać. 22 czy 23 sierpnia, może dzień później, przyjechał do Warszawy ktoś ze Stoczni Gdańskiej z prośbą, żądaniem, żeby przygotować statut wolnego związku zawodowego. W tamtym czasie obydwaj z Władysławem Siłą-Nowickim nie mieliśmy pojęcia o pisaniu statutów, więc zwróciłem się jeszcze do Wiesława Chrzanowskiego. Był bardziej kompetentny jako radca prawny spółdzielczości pracy. Zredagowaliśmy projekt, z którym postanowiliśmy wyruszyć sami. Siła-Nowicki – do Szczecina, ja – do Gdańska. […] Podszedłem do taksówkarzy i zapytałem, czy któryś nie zdecydowałby się na kurs do Gdańska, gdzie muszę pilnie dojechać. Miałem ze sobą pewną ilość pieniędzy. Oni na chwilę naradzali się między sobą. Jeden mógł, poprosił drugiego o zawiadomienie jego rodziny i od razu pojechaliśmy. Nie pamiętam sumy, ale nawet byłem zdziwiony, że kierowca chce tak niewiele. Nad ranem zbliżyliśmy się na odległość jakichś trzydziestu kilometrów od celu podróży. I co widzę…? We wszystkich mijanych wsiach po prostu wszędzie powiewają na domach biało-czerwone chorągwie. Przypomniał mi się tamten 1 sierpnia… Zrozumiałem, że to rzeczywiście chyba druga próba. Tym razem nie może się nie udać… Jeszcze wtedy nie udało się, ale – w gruncie rzeczy – to była udana próba […]. Z późniejszych miesięcy pamiętam rozmowy z delegatami na I Krajowy Zjazd Solidarności. Mieszkaliśmy w jednym hotelu, już nie pamiętam, skąd przyjechali. Wracaliśmy wieczorami, właściwie tylko nocowało się na tych kwaterach. Młodzi ludzie, należeli już do innego pokolenia i nie wtrącałem się w prowadzone przez nich rozmowy, ale słuchałem tego, co mówili. A mówili głównie o konspiracji, o Armii Krajowej, to niesamowite… Ten 1 sierpnia miał jednak swój ciąg i chyba jeszcze ma […].

Redakcja dziękuje wydawcy dwumiesięcznika „Arcana” za udostępnienie materiałów.

Powrót

© FORUM S.A