Będą emocje!

numer 2304 - 15.04.2019 ▶ Sport

Już wszystko jasne. W sobotnie popołudnie odbyła się ostatnia kolejka sezonu zasadniczego naszej ligi. Emocji nie brakowało, a do największej niespodzianki doszło w Krakowie, gdzie Cracovia pokonała Lechię Gdańsk 4:2. Wobec zwycięstwa Legii Warszawa z Pogonią Szczecin oba zespoły rozpoczną rundę finałową z taką samą liczbą punktów.

Cracovia potwierdziła, że na wiosnę prezentuje się świetnie. Drużyna Michała Probierza wprawdzie kiepsko rozpoczęła mecz, tracąc gola po sprytnym strzale Flávia Paixão, ale później grała wspaniale. Znów skutecznością imponował Airam Cabrera, który dwukrotnie pokonał Duszana Kuciaka. 32-letni Hiszpan ma już trzynaście trafień na koncie. To dobry wynik, biorąc pod uwagę fakt, że do ligi trafił w trakcie jej trwania, a później kilka spotkań opuścił z powodu kontuzji. – Przeciwko Lechii staraliśmy się po prostu grać swoją piłkę. Wiedzieliśmy, że graliśmy dobrze w pierwszej połowie. Straciliśmy bramkę, lecz nie zasługiwaliśmy na jej utratę. W każdej chwili mogliśmy zmienić wynik meczu. Wystarczyło trzymać się założeń – powiedział Hiszpan, który stał się idolem kibiców przy Kałuży. – Od początku czuję, że jestem ważny dla drużyny, czuję się też lepszym piłkarzem. Bardzo istotna jest dla mnie również pewność, jaką daje mi trener. Prawie zawsze wystawia mnie w pierwszej jedenastce. Minuty, które spędzam na boisku, mówią same za siebie. Wsparcie tak od niego i kibiców jest dla mnie bardzo ważne – powiedział piłkarz cytowany przez oficjalną stronę klubu.

Z kolei Lechii wyprawy pod Wawel nie będą się dobrze kojarzyć. We wrześniu ubiegłego roku lechiści w meczu z Wisłą doznali pierwszej w sezonie porażki, przegrywając aż 2:5. Teraz w niewiele mniejszych rozmiarach przegrali z Cracovią. – Wiedzieliśmy, że rywale mają taki plan, aby agresywnie odbierać piłkę. Przespaliśmy kilka momentów i stąd stracone bramki. To nam się wcześniej nie zdarzało. Musimy na chłodno podejść do ostatniej części sezonu. Jestem optymistą, nawet po dzisiejszym meczu, ale nie ma co chodzić z głową w chmurach – szukał pozytywów Piotr Stokowiec. Dla Lechii to jak na razie najlepszy sezon w historii. Gdańszczanie prowadzą w tabeli, a do tego na początku maja zagrają w finale Pucharu Polski z Jagiellonią Białystok.

Mistrzowskie ambicje chce pokrzyżować Lechii Legia, która po zmianie trenera zaczęła punktować aż miło. W trzech spotkaniach pod wodzą Aleksandara Vukovicia legioniści zainkasowali komplet punktów. W sobotę uporali się z Pogonią Szczecin, choć w pierwszej połowie byli bardzo nieskuteczni. Pogoń prowadziła 1:0 po trafieniu Adama Buksy. Później gole strzelali Carlitos, Iuri Medeiros, a wynik meczu ustalił samobójczym trafieniem Jarosław Fojut. Dla obrońcy Pogoni to już czwarty swojak w karierze. Do wyrównania rekordu ekstraklasy brakuje mu jeszcze jednego gola.

Szczecinianie nie byli pewni awansu do górnej ósemki. Na szczęście dla nich Zagłębie Lubin pokonało Wisłę Kraków i dla Białej Gwiazdy zabrakło miejsca w gronie drużyn walczących o mistrzostwo.

Autor: Krzysztof Oliwa

Powrót

© FORUM S.A