Kosztowny bubel podwodny

numer 2327 - 15.05.2019 ▶ Polska

Resort obrony narodowej pod rządami Prawa i Sprawiedliwości wykonuje tytaniczne dzieło naprawy wieloletnich zaniedbań w modernizacji polskiej armii. Jej obecny stan, a w szczególności Marynarki Wojennej, jest bowiem katastrofalny.



Poprzednio rządząca ekipa z Platformy Obywatelskiej próbowała pozyskiwać uzbrojenie w osobliwy sposób, zamiast skupić się na kupowaniu, tak jak obecne kierownictwo resortu obrony, nowoczesnego sprzętu za korzystną cenę i w ramach przejrzystych procedur. Przykładem działań PO na tym polu jest prawie zakończona sukcesem próba wyleasingowania w 2013 r. od Niemców szkolnych okrętów podwodnych.

Bezbronny sprzęt

Dotarliśmy do dokumentów opisujących złożoną wtedy MON skrajnie niekorzystną dla Polski ofertę. Na czym polegała niemiecka propozycja i dlaczego można ją uznać za niekorzystną? Otóż Niemcy mieli wydzierżawić MON okręt podwodny klasy 212A produkcji konsorcjum ARGE 212 (stoczni HDW i TNSW) pierwszej wersji (o numerze bocznym U32) za ponad 20 mln euro rocznie, nie licząc kosztów remontów, serwisowania i szkoleń. Warunki leasingu ograniczały zaś jego użycie wyłącznie do celów szkoleniowych. Okręt ten nie miał uzbrojenia. Przewidywano wprawdzie możliwość wynajęcia, oczywiście za dodatkową opłatą, ćwiczebnych torped, ale miały one później być wystrzeliwane w czasie wspólnych ćwiczeń, pod niemieckim nadzorem. Tym bardziej nie można było wyposażyć go w dalekosiężne rakiety manewrujące, które zrobiłyby z tego okrętu bardzo przydatną Polsce broń.

Niemcy jednak zaoferowali Polsce okręt wyłącznie szkolny, którego użycie miało być nadzorowane przez oddelegowanych na stałe do Gdyni niemieckich oficerów. Szkolny, a więc bez żadnej wartości bojowej.

Płatne niezależnie od okoliczności

Dotarliśmy do treści niemieckiej propozycji leasingu szkolnego okrętu podwodnego, skierowanej do MON w drugiej połowie 2013 r. Coroczny koszt leasingu, jak sprecyzowano w niemieckiej ofercie, należny nawet wtedy, kiedy okręt jest remontowany, określony został na poziomie 20 mln euro. Do tego Niemcy doliczyli koszty oddelegowania swoich oficerów i serwisowania w wysokości ok. 6 mln euro rocznie.

Według przyjętych w branży wartości realny przyjmowany na świecie poziom rocznych kosztów serwisowania i remontów to kilka procent wartości okrętu podwodnego, czyli ok. 15 mln euro rocznie.

Koszty serwisowania podane przez stronę niemiecką nie obejmują remontów, a więc są zaniżone. Zdaniem ekspertów razem z kosztami szkolenia załogi i remontów – początkowego i końcowego – dochodzimy do kwoty ok. 40–50 mln euro rocznie. Wynajęcie takiego szkolnego okrętu na 10 lat daje cenę nowej jednostki tej klasy. Jednoznacznie widać więc, że za bardzo duże pieniądze zdolności obronne MW nie zwiększyłyby się w żadnym stopniu.

Rozkazy dowódcze z Niemiec

Jak donosił portal Onet.pl, niemiecka propozycja leasingu nie była jedyną, którą sześć lat temu skierowano do MON. W maju 2013 r. roku ówczesny szef resortu obrony Tomasz Siemoniak podpisał w Warnemuende ze swoim niemieckim odpowiednikiem list intencyjny o rozszerzeniu współpracy sił morskich obu państw. Pokłosiem tych ustaleń było, opisane przez portal Defence24, utworzenie wspólnego polsko-niemieckiego centrum dowodzenia działaniami okrętów podwodnych COMSUBBALTIC. Centrum pod niemieckim dowództwem zostało oczywiście umiejscowione w Niemczech. Wspólne dowodzenie polegać więc miało na tym, że Niemcy dowodzą operacjami polskich okrętów (a nie odwrotnie).

Dlaczego ostatecznie MON nie wypożyczyło wtedy niemieckiego okrętu podwodnego? Wcale nie dlatego, że ówczesny resort obrony uznał, iż jest to niekorzystne. Wręcz przeciwnie, prace prowadzone pod okiem gen. Waldemara Skrzypczaka, wiceszefa MON odpowiedzialnego za zakupy sprzętu, posuwały się do przodu. Sprawa jednak w końcu umarła, ponieważ posłowie PiS zainteresowali się nią i złożyli interpelację 13 sierpnia 2013 r., podpisaną przez posła Jacka Sasina. W odpowiedzi na tę interpelację gen. Skrzypczak oznajmił, że skoro niemiecki okręt nie spełnia wymagań stawianych przez MON jednostkom tego typu (dotyczących m.in. bezpieczeństwa), to MON te wymagania zmieni tak, żeby jednostka klasy 212A była z nim zgodna.

PiS zawiadamia prokuraturę

Tego było już zbyt wiele. Posłowie opozycyjnego wtedy PiS skierowali do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Szeroko komentowały to wówczas liczne media, łącznie z TVN24 (27 listopada 2013 r.). Prokuratura nie dopatrzyła się wówczas możliwości korupcji, a temat leasingu niemieckich okrętów na chwilę przycichł. Dosłownie parę tygodni później Skrzypczak podał się do dymisji.

Ostatecznie resort obrony ministra Siemoniaka nie kupił okrętów podwodnych dla naszej Marynarki Wojennej, tracąc kolejne lata na próbach faworyzowania niemieckich jednostek, m.in. poprzez pomijanie postulowanego przez PiS wyposażenia ich w rakiety manewrujące, czyli broń odstraszania. Na niemieckich okrętach nie można ich zamontować, a więc zdaniem ówczesnego MON te mogące zagrozić Rosji rakiety po prostu nie były potrzebne.

Okrętowy bubel

Życie dopisało dalszy ciąg tej historii. Jak ujawnił niemiecki serwis Shz.de,

w październiku 2017 r. pod malowniczym tytułem „Deutschlands U-Boote sind alle kaputt”, wszystkie niemieckie okręty podwodne, w tym i oferowany Polsce U32, były niesprawne.

Dziś, dwa lata później, dalej niesprawna jest połowa, co potwierdził pod koniec marca 2019 r. serwis internetowy kilońskiej gazety „Kieler Nachrichten” kn-online.de. Co ciekawe, w kwietniu tego roku serwis lokalnej gazety Meklemburgii i Pomorza Przedniego „Ostsee Zeitung” podał, że rząd niemiecki ponowił swoją ofertę leasingu jednego lub dwóch okrętów podwodnych.

Autor: Maciej Pawlak

Powrót

© FORUM S.A