NFZ nie waha się podjąć decyzji przeciw głosom pacjentów

numer 2376 - 12.07.2019 ▶ Polska

Według szacunków lekarzy choroby nerek dotykają ok. 18 proc. Polaków. To problem znacznie częściej występujący niż cukrzyca, astma, choroby płuc czy nowotwory. Od lat nefrolodzy apelują do rządu o sformułowanie strategii walki z chorobami nerek i niebagatelizowanie problemu. Z jakim efektem, można zobaczyć w Krakowie, gdzie małopolski NFZ nie podpisał umowy ze stacją dializ przy ul. Kieleckiej.

Według danych lekarzy od problemu nie ma ucieczki, a walka z chorobami nerek to wyzwanie cywilizacyjne. Jak oblicza prof. Ryszard Gellert, krajowy konsultant w dziedzinie nefrologii, z powodu niewykrycia chorób nerek umiera przedwcześnie ok. 80 tys. osób, co skraca średnią długość życia w Polsce o ponad dwa lata.

Z roku na rok rośnie również liczba osób, u których dochodzi do niewydolności tego organu, a co za tym idzie – konieczne jest wdrożenie leczenia nerkozastępczego. Szacuje się, że dotyka to blisko 6,5 tys. osób (wyliczenia mówią o 170 osobach na milion Polaków). Na koniec 2018 r. dializy były codziennością dla 32 tys. osób, a NFZ wydał na to leczenie w ubiegłym roku niemal 2 mld zł.

Niestety, liczba dializowanych cały czas rośnie, i to średnio o 1,8 proc. Już dziś wiadomo więc, że leczenie nerkozastępcze będzie wymagało zwiększenia nakładów i dostępności oraz bardziej gospodarnego podejścia.

Odwrotna logika

Z tej perspektywy trudno zrozumieć decyzję małopolskiego NFZ, który nie podpisał kontraktu ze znaną w Krakowie stacją dializ przy ul. Kieleckiej. Placówka jest ceniona przez pacjentów, którzy cenią sobie wygodny i szybki do niej dojazd. To jest szczególnie ważne dla osób dializowanych, które zwykle bardzo źle się czują tuż po zabiegu. Pokonanie drogi do przychodni staje się więc dla nich ogromną trudnością. Nie bez znaczenia jest też więź, która wytwarza się z personelem i lekarzami, a która ułatwia przechodzenie leczenia.

Tego jednak małopolski NFZ nie wziął pod uwagę, rozstrzygając konkurs na świadczenie usług dializ. „MOW NFZ, ogłaszając konkurs, w żaden sposób nie ograniczył możliwości składania ofert. Ofertę w konkursie ma prawo złożyć każdy podmiot, który spełnia warunki określone w przepisach. Tryb konkursu ofert jest jak najbardziej otwarty i konkurencyjny. Każdy podmiot, który jest zainteresowany realizacją świadczeń w danym zakresie i spełnia niezbędne wymogi, może do niego przystąpić poprzez złożenie oferty. W tym względzie zarówno dotychczasowi, jak i nowi oferenci ubiegają się o zawarcie umowy na równych zasadach. Ubiegłoroczny konkurs na świadczenia hemodializoterapii obejmował obszar Krakowa, powiatów krakowskiego, proszowickiego i wielickiego. W konkursie wpłynęły cztery oferty: USD w Krakowie, Fresenius Nephrocare Polska sp. z o.o., Diaverum Polska sp. z o.o. i DaVita sp. z o.o.” – poinformowała „Codzienną” Aleksandra Kwiecień z NFZ.

W konkursie przepadła ostatnia oferta, realizowana w stacji przy ul. Kieleckiej. DaVita dostała najmniej punktów za kryteria niecenowe – stacja posiadała dodatkowy sprzęt i aparaturę, ale zdaniem urzędników miała nie mieć certyfikatów jakości. To o tyle dziwne, że firma DaVita prowadzi 50 stacji dializ w całej Polsce i w zasadzie obecnie tylko jedna z nich nie ma kontraktu z NFZ. Przedstawiciele firmy przekonują, że świadczą usługi na najwyższym poziomie z zachowaniem wszelkich standardów.

Dziwne jest też to, że nie zdecydowano się na tańsze świadczenie usług. Stacja dializ przy ul. Kieleckiej leczy bowiem w trybie ambulatoryjnym, co jest tańsze niż leczenie w placówce działającej w trybie 24/7. Za jedną dializę w pierwszym wypadku trzeba zapłacić 398 zł, w drugim – 438 zł. Według szacunków NFZ przy takim rozstrzygnięciu przetargu będzie musiało zapłacić o ćwierć miliona złotych więcej.

Ludzie narzekają, urzędy ignorują

Taka decyzja NFZ niechybnie prowadzi do protestów społecznych. Chorzy zorganizowali już manifestację przed siedzibami MOW NFZ, prezydenta Krakowa i wojewody małopolskiego. Ta grupa próbuje zwrócić na siebie uwagę, choć nie jest to liczne środowisko, bo sprawa dotyczy ok. 40 chorych.

„Pacjentom, którzy kontaktowali się z oddziałem, przekazaliśmy informację na temat zasad przeprowadzania konkursów, ich wyników oraz pełną listę realizatorów świadczeń hemodializoterapii na obszarze całego woj. małopolskiego ze szczególnym wyróżnieniem miejsc realizacji zlokalizowanych w Krakowie. Pacjent ma prawo wyboru realizatora świadczeń spośród świadczeniodawców, którzy zawarli umowy na realizację świadczeń hemodializoterapii. Sami pacjenci stacji DaVita mówili o tym, że nie mają zastrzeżeń do stacji, które mają obecnie umowę z NFZ, nie pasuje im jedynie ich lokalizacja. W razie wybrania na drodze konkursu oferenta w konkretnej lokalizacji zawsze będzie istniała niezgodność lokalizacyjna dla określonej grupy pacjentów. Jest to sytuacja nieunikniona przy ograniczonej liczbie publicznych środków na finansowanie opieki zdrowotnej, a co za tym idzie – ograniczonego wyboru oferentów. Należy jednak pamiętać, że pacjent ma prawo wyboru miejsca leczenia spośród wszystkich tych, które mają umowy z NFZ, a w wypadku pacjentów dializowanych każdy nich jest dowożony na dializy w ramach udzielanych świadczeń” – przekonuje NFZ.

Miasto nie widzi możliwości

Próbowaliśmy w tej sprawie uzyskać informację Ministerstwa Zdrowia, ale odesłano nas z powrotem do NFZ. W sprawie interweniowały za to władze Krakowa, które zorganizowały spotkanie wszystkich stron (dyrekcji Szpitala Uniwersyteckiego, przedstawicieli DaVity oraz NFZ).

„Zgodnie z ustaleniami MOW NFZ oraz Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie jedyną możliwością zapewnienia dostępności świadczeń z zakresu terapii nerkozastępczej dla pacjentów hemodializowanych ze stacji przy ul. Kieleckiej 7 jest zwiększenie przez publicznego płatnika świadczeń opieki zdrowotnej liczby łóżek do hemodializoterapii w obszarze dzielnic I oraz II miasta Krakowa. Jednakże ogłoszenie dodatkowych postępowań konkursowych uzależnione jest od posiadanych środków finansowych” – czytamy w odpowiedzi Jacka Machrowskiego, prezydenta Krakowa, na zapytanie radnego Artura Buszka.

Mamy więc pat, na który narzekają przede wszystkim pacjenci.

Autor: Jacek Liziniewicz

Powrót

© FORUM S.A