Pułapka obrony LGBT

numer 2404 - 14.08.2019 ▶ Publicystyka

Dominikanin o. Paweł Gużyński nie daje o sobie zapomnieć. Najpierw wzywał do wywierania presji na abp. Marka Jędraszewskiego, by ten podał się do dymisji, za co prowincjał zakonu zalecił mu odbycie pokuty trzytygodniowego milczenia. Tymczasem duchowny w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, której nastawienie do Kościoła katolickiego jest od zawsze nieprzychylne, nie tylko krytykuje metropolitę krakowskiego, lecz także atakuje Kościół.

Ojciec Paweł Gużyński żali się w gazecie Adama Michnika, że „w systemie, który przedkłada lojalność nad prawość, strach musi kwitnąć. Niestety, Kościół systemowo sprzyja temu, że księża nie postępują jak ludzie wolni i rozumni”.

Czytając niektóre rewelacje dominikanina, można by się zgodzić z jego słowami, bo trudno je uznać za w pełni rozumne, a już na pewno dalekie od roztropności. Duchowny puszcza oko do środowisk LGBT, twierdząc, że „dzisiejszy odpływ wiernych to również skutek braku propozycji dla środowisk LGBT”. Można by zapytać duchownego o propozycje, które owe środowiska mają dla Kościoła. Wystarczy wymienić prowokacje i profanacje, często inicjowane właśnie przez reprezentantów mniejszości seksualnych.

Pytanie o postawę, jaką Kościół powinien przyjąć wobec mniejszości seksualnych, już dawno domagało się jednoznacznej odpowiedzi. Dziś w debacie publicznej obserwujemy kilka rodzajów postaw duchownych wobec mniejszości seksualnych. Niezależnie od tego, która z nich dominuje, którą należałoby pochwalić, a którą potępić, wiele wskazuje na to, że im dłużej problem LGBT pozostaje problemem Kościoła, tym bardziej Kościół na tym traci.

Obrońcy wiary czy surowi krytycy?

Debata publiczna dotycząca środowisk LGBT w naszym kraju pokazuje, że istnieją pewne grupy, które dość skutecznie bronią się przed krytyką, zwłaszcza jeśli jest ona wyrażona w nieco ostrej formie. Mniejszości wypracowały mechanizm obronny znany i wypróbowany w Europie i na świecie, polegający na wykluczaniu adwersarza ze sporu przez potraktowanie go jak homofoba, faszysty, nazisty i Bóg wie kogo jeszcze. Metoda jest prosta, ale skuteczna: z faszystą nie trzeba dyskutować, konfrontować z nim swoich racji. Faszystę należy publicznie napiętnować, zbojkotować, postraszyć krokami prawnymi, tudzież wywrzeć presję społeczną, która sprawi, że społeczeństwo się od niego odwróci.

Jedną z postaw duchownych wobec LGBT wyrażają m.in. abp Marek Jędraszewski czy ks. Dariusz Oko. Jej istotą jest jednoznaczna krytyka ideologii LGBT, często wyrażona w dosadnym języku. Jest ona nierozerwalnie połączona z obroną wartości chrześcijańskich. Nie ma wątpliwości, że ci, którzy ją reprezentują, nie mają intencji kogokolwiek odczłowieczać, obrażać konkretnych osób, ale wyrażają ostry sprzeciw wobec filozofii życia, która stoi za owym ruchem.

Tymczasem w debacie publicznej próbuje się narzucić narrację, jakoby abp Jędraszewski i księża podobnie myślący atakowali osoby, nie ideologię. Oczywiście można dyskutować nad formą krytyki, jaką przyjął metropolita, ale jest to sprawa drugorzędna, albowiem nie wolno pomijać intencji i sensu płynących z jego publicznych wypowiedzi. Intencją krytyków LGBT jest z pewnością obrona chrześcijaństwa przed filozofią życia, która jest niebezpieczna dla Kościoła katolickiego, co zresztą gołym okiem widać na Zachodzie, gdzie wartości chrześcijańskie są wypierane przez liberalne, ideologia LGBT wypacza pojęcia wolności, miłości. Abp Marek Jędraszewski w swoim kazaniu nie potępiał ludzi, ale ostrzegał przed filozofią życia, która podważa fundamenty chrześcijaństwa, kwestionuje tradycję, uderza w rodzinę

Pozostało 51% treści.

Autor: Leszek Galarowicz

Wykup prenumeratę Powrót

© FORUM S.A