Runęły mury intymności

numer 2453 - 09.10.2019 ▶ Publicystyka

Wiek inicjacji seksualnej w Polsce powoli, ale systematycznie się obniża. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, choćby wcześniejsze dojrzewanie, wszechobecna kultura seksu, brak dobrej atmosfery w rodzinie, presja otoczenia. Jeśli dodamy, że na „nowoczesną” edukację seksualną niepomierny wpływ wywierają środowiska LGBT+, sytuacja wymaga głębszego namysłu.

Okres dojrzewania to trudny czas zarówno dla młodego człowieka, jak i dla jego otoczenia. Tak było zawsze, ale – trzeba to przyznać – bycie nastolatkiem w dzisiejszych czasach jest szczególnie trudne. Współczesny świat jest trudny, zwłaszcza dla tych, którzy pragną kierować się wartościami dzisiaj niemodnymi, odrzucanymi, świadczącymi o tym, że nie przystaje się do tego, co dziś wypada i co stało się najważniejsze. Młody człowiek jest krytyczny, ale też łatwo poddaje się wpływom otoczenia. Nie inaczej jest w sferze, która w okresie adolescencji w szczególny sposób ulega przemianie – w sferze seksualności.

Wiek inicjacji w dół

Według raportu „Ryzykowne zachowania Polaków”, przygotowanego przez Centrum Profilaktyki Społecznej w 2016 r., wiek inicjacji seksualnej w Polsce się obniża i zbliża w widoczny sposób do tzw. granicy biologicznej. Wynosi 17 lat i 4 miesiące wśród ankietowanych w wieku 18–25 lat. W porównaniu z danymi z identycznego badania, które przeprowadzono pięć lat wcześniej, wiek ten się obniżył – wtedy wynosił 18 lat i 1 miesiąc, a odsetek osób, które rozpoczęły współżycie w wieku 15–16 lat, wynosił 18 proc. Ankieta przeprowadzana była w całej Polsce, wśród mieszkańców miast i wsi, uczniów różnych typów szkół. Tendencja obniżania się wieku inicjacji seksualnej utrwala się niezależnie od tych różnic. Najniższy wpisany wiek, w którym młody człowiek przeżył swój pierwszy raz, to 13 lat i 6 miesięcy. Ankieta wykazała też, że 15 proc. gimnazjalistek prowadzi aktywne życie seksualne, a wśród uczniów szkół ponadgimnazjalnych i studentów 19 proc. kobiet i 22 proc. mężczyzn miało już więcej niż pięciu partnerów seksualnych. Co dziesiąty respondent przyznaje, że uprawiał seks już na pierwszej ­randce.

Warto te statystyki porównać z wynikami badań z krajów, które dzisiejsi bojownicy o „rzetelną edukację seksualną w szkołach” uznają za wzorcowe w zakresie kształcenia w tym względzie. Przytoczmy więc badania na temat zachowań seksualnych brytyjskiej młodzieży, które są powtarzane średnio raz na 10 lat. W najnowszym sondażu, opublikowanym w „BMJ Sexual & Reproductive ­Health”, przepytano prawie 3 tys. nastolatków. Najbardziej zaskakujące było to, że 40 proc. dziewcząt oraz 26 proc. chłopców żałuje tego, że przedwcześnie rozpoczęło współżycie płciowe. Z sondażu wynika zaś, że połowa ankietowanych inicjację seksualną miała za sobą przed ukończeniem 17 lat, a prawie jedna trzecia – przed 16. rokiem życia. Co piąta dziewczyna przyznała też, że zrobiła to pod presją partnera, w przypadku chłopców miało to miejsce u co dziesiątego z nich.

Zbyt wczesne rozpoczęcie współżycia ma wiele poważnych konsekwencji, które ujawniają się później. Większa liczba partnerów seksualnych w przyszłości, w tym wielu jednoczesnych, angażowanie się w ryzykowne zachowania seksualne, zapadalność na choroby przenoszone drogą płciową i infekcje, mniejsza trwałość relacji seksualnych w przyszłości, zwiększone ryzyko depresji, myśli i prób samobójczych, skłonność do aktów przemocy – wszystkie te skutki są udowodnione naukowo. Nie wspominam już o niechcianych dzieciach, bo to temat tak ważny, że wart osobnego namysłu. Czy to nie powinno dawać do myślenia propagatorom nowoczesnej edukacji seksualnej?

Dlaczego tak wcześnie?

Dlaczego na swój pierwszy raz młodzi ludzie decydują się coraz wcześniej? Dr hab. prof. nadzw. Mariusz Jędrzejko, terapeuta i współautor raportu „Ryzykowne zachowania Polaków”, wymienia kilka przyczyn. Jako pierwszą, podstawową, podaje fakt, że współcześni nastolatkowie biologicznie i fizycznie dojrzewają dziś wcześniej niż jeszcze niedawno. Przyczynia się do tego także nasza żywność, pełna ulepszaczy, spulchniaczy i konserwantów. „Przez nie organizm jest jak wulkan, który ciągle rośnie” – mówi wprost. Trzeba pamiętać jednak o tym, że tempo dojrzewania biologicznego i fizycznego nie pokrywa się z tempem dojrzewania emocjonalnego, psychicznego i społecznego.

Drugim niezwykle istotnym czynnikiem przyspieszenia seksualnej aktywności jest wszechobecna kultura seksu. Przyznają to także młodzi ludzie – 80 proc. ankietowanych zgodziło się ze zdaniem, że życie jest coraz bardziej zseksualizowane. Według badania 85 proc. nastolatków i 95 proc. studentów oglądało filmy pornograficzne. Wiele innych analiz jednoznacznie wskazuje na istotną rolę mediów w podejmowaniu wczesnej aktywności seksualnej. Według Amerykańskiej Akademii Pediatrii aż dwie trzecie programów telewizyjnych zawiera treści o charakterze seksualnym. Według badań Laurence’a Steinbera i Kathryn C. Monahan treści o charakterze erotycznym pojawiają się w 70 proc. wszystkich programów telewizyjnych i w 68 proc. emitowanych koncertów, a w czasie najwyższej oglądalności ilość treści seksualnych wynosi sześć scen na godzinę. W programach skierowanych do młodzieży – jak twierdzą badacze – trudno przeprowadzić dokładną analizę, gdyż liczba filmów i stron internetowych o charakterze erotycznym lub pornograficznym jest w zasadzie nieograniczona.

Nie ulega wątpliwości, że młodzi ludzie są cały czas bombardowani erotyką, runęły mury intymności. „Jeśli my, dorośli, będziemy coraz bardziej seksualizować język i obrazy, nigdy nie dojdziemy z naszymi dziećmi do ładu. To, że ich zachowania seksualne są takie, a nie inne, to wcale nie ich wina” – stwierdza prof. Jędrzejko i dodaje: „Podczas swojej pracy jako terapeuta nigdy nie spotkałem złego dziecka. Dzieci mają tylko złych rodziców albo nie mają ich wcale. Jeśli więc my, dorośli, rozpędziliśmy do tego stopnia nasze pociechy, teraz mądrze musimy je spowolnić, wprowadzając pewne zasady”.

Badania jednoznacznie wskazują też, że aktywność seksualną wcześniej podejmuje młodzież z rodzin zrekonstruowanych i niepełnych niż z tych z obojgiem biologicznych rodziców. Brak partnerskich stosunków między rodzicami, brak dobrej atmosfery w rodzinie i złe samopoczucie w domu rodzinnym to także istotne czynniki wpływające na zbyt wczesną inicjację seksualną, w szczególności wśród dziewcząt. Inne przyczyny – jak ciekawość, zabawa, chęć zaimponowania innym czy nawet czerpanie korzyści materialnych – to konsekwencje innych.

Nowa edukacja seksualna

Nastolatkowie podejmują aktywność seksualną również pod presją otoczenia. Skoro bowiem rówieśnicy „to robią”, dlaczego oni nie mieliby spróbować? A jeśli dodatkowo na lekcjach edukacji seksualnej mówi im się, że seksualność to jedynie miła, niezobowiązująca zabawa? Jeśli dodamy, że na „nowoczesną” edukację seksualną ogromny wpływ wywierają środowiska LGBT+, sytuacja wymaga o wiele głębszego namysłu.

Edukacja seksualna dzieci i młodzieży jest potrzebna, to nie ulega wątpliwości. Dzisiejsi nastolatkowie czerpią o tym wiedzę głównie od rówieśników i z internetu, a to niestety niekoniecznie są wiarygodne źródła. Trzeba więc, by zwrócili się w stronę tych sprawdzonych. Czy są nimi lekcje edukacji seksualnej promowanej przez środowiska lewicowo-liberalne? No nie, bo zamiast koncentrować się na człowieku, miłości, rodzinie, skupiają uwagę na seksie, technikach i przyjemności. Nauczają o wolności seksualnej, o otwartości wobec innych orientacji seksualnych. A to tylko nikła próbka tego „programu”, bo w wytycznych WHO można wyczytać o wiele więcej.

Czasami, by uświadomić sobie pewne zjawiska, warto odwołać się do sytuacji skrajnych. I tak w USA „nowoczesna edukacja seksualna” trwa już od 30 lat, a jej skutki pokazują badania amerykańskiej młodzieży w wieku 14–18 lat przeprowadzone przez CDC, agencję wchodzącą w skład Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej, opublikowane w trzech raportach za lata 2001–2009, 2015 i 2017. Z przytoczonych przez Grzegorza Strzemeckiego w „Gazecie Polskiej” („Inżynierowie dusz i ciał”, „GP” nr 33/2019) danych wynika, że w Nowym Jorku aż 25,3 proc. młodzieży nie przyznaje się do jednoznacznej heteroseksualności – 3 proc. z nich określa się jako geje lub lesbijki, 7,4 proc. jako osoby biseksualne, a 14,9 proc. jako niepewne swojej seksualnej tożsamości. Dla porównania – kilkanaście lat temu odsetek ten wynosił 8,9 proc. Wszystko wskazuje na to, że tendencja zwyżkowa w tym względzie będzie się utrzymywać.

Magdalena Korzekwa-Kaliszuk, prawnik i psycholog, podczas „Rozmów niedokończonych” w TV Trwam i Radiu Maryja stwierdziła: „Jesteśmy dzisiaj bardzo atakowani, gdy chodzi o człowieka, o jego więzi, wartości, o jego życie już od pierwszych momentów rozwoju, gdy chodzi o rodzinę. Tutaj musimy się bronić. Jesteśmy atakowani bezpośrednio, a zwłaszcza atakowane są nasze dzieci. Mam na myśli fakt, że do szkół coraz częściej próbują wchodzić demoralizatorzy, którzy pod pięknymi hasłami »antydyskryminacji«, tudzież »edukacji seksualnej« przekazują bardzo groźne i destrukcyjne treści. To jest rzeczywistość naszego kraju, zwłaszcza dzieje się to w Warszawie i innych wielkich miastach. Lewica, m.in. Koalicja Europejska, mówi wprost, że chciałaby, aby tego typu rzeczy działy się w całej Polsce”.

Po pierwsze: miłość

Seks jest tematem ważnym i równocześnie delikatnym. Wśród przyczyn przedwczesnej inicjacji seksualnej młodzieży pojawia się bowiem i ta istotna: potrzeba bliskości i miłości, której brakuje w rodzinach. Josh McDowell, Amerykanin, świadek tego, co wydarzyło się w USA w konsekwencji współczesnych form edukacji seksualnej, mówi: „Nasze dzieci wcale tak bardzo nie pragną seksu. Znacznie bardziej chcą być kochane. Pragną poczucia prawdziwej bliskości z rodzicami, zwłaszcza z ojcami. Gdy w rodzinie nie znajdują tej intymności, zaczynają jej szukać w życiu seksualnym. Potem piszą o swoich poszukiwaniach tak jak pewna amerykańska nastolatka: »Byłam marionetką w rękach każdego mężczyzny, który powiedział, że mnie kocha, ponieważ rozpaczliwie pragnęłam, żeby ktoś pokochał mnie bezwarunkowo«”.

Nowoczesna edukacja seksualna podobna jest do akcji przeciwdziałającej narkomanii, która ma na celu dostarczenie jednorazowych strzykawek narkomanom, by nie zarazili się różnymi chorobami. Nie tędy droga. Można nakłaniać nastolatki do używania prezerwatyw, stosowania pigułek antykoncepcyjnych czy tych „dzień po”, ale czy o to chodzi? Jeśli nie nauczy się ich mądrego postrzegania własnej seksualności, tego, że nie warto się spieszyć, jeśli nie pokaże się im właściwego wzorca – ile taka edukacja jest warta? „Baw się swoją seksualnością”, „Eksperymentuj” czy też „Nie baw się swoją seksualnością, bo to pole minowe, z którego możesz nie wyjść cało” – jakie hasła powinny przyświecać dzisiejszej edukacji seksualnej?

Edukacja seksualna potrzebna jest w szkole, ale zwłaszcza – potrzebna jest w domu. To tam przede wszystkim dziecko uczy się wzorców zachowania seksualnego, to tam pragnie się czuć bezpiecznie. Wiedza z zakresu edukacji seksualnej musi być też dostosowana do wieku dziecka, nie wolno dostarczać mu jej ponad miarę, ponad jego naturalną ciekawość, nie wolno go seksualizować.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” numer 9 (161)/2019

 

Autor: Małgorzata Matuszak

Powrót

© FORUM S.A