​Zapach „Bożego Ciała”

numer 2456 - 12.10.2019 ▶ Kultura

KINO Polski kandydat do Oscara wywraca świat do góry nogami i stawia na nowo pytania o to, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. „Boże Ciało” szczęśliwie nie jest karykaturą prowincji, ale bardzo ciekawą próbą wniknięcia w małą społeczność. Ciekawą, ale nie zawsze wiarygodną.

Historia 20-letniego chłopaka, który postanawia udawać, że jest księdzem, jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Daniel trafia do małej miejscowości i podając się za księdza, zastępuje proboszcza. Od pierwszego słowa i gestu jest niekonwencjonalny. Kieruje się intuicją, nie boi szaleństwa. Oblewa się wodą święconą, w ramach pokuty wysyła ludzi na rowerowe przejażdżki i podczas poświęcenia zakładu pracy każe ludziom klękać w błocie. Ale też zaczyna pomagać mieszkańcom wyleczyć traumę po tragedii, która tę społeczność dotknęła. Choć reakcja, jaką wywołał ks. Tomasz, jest niewiarygodna. Byłby przyjęty z szacunkiem i pokorą, ale nie z fascynacją. W tę część historii nie wierzę. Jednak jak widać wystarczyło powodów, by nagrodzić film na MFF w Wenecji i przyznać mu 9 nagród w Gdyni. Film jest nieoczywisty, intryguje, porusza, obchodzi. Jest opowieścią o uniwersalnych prawdach, poszukiwaniu Boga i ludzkich słabościach. Nie oskarża, nie wytyka, nie wyśmiewa. To wielka zasługa Jana Komasy, który z dociekliwością dokumentalisty wzbogacił intrygującą fabułę. Jest też mocnym zaznaczeniem filmowego terenu przez młodych twórców, Bartosz Bielenia i Eliza Rycembel mają po 27 lat. Pod wodzą 38-latka tworzą mocną ekipę, która – co najważniejsze – ma coś ważnego do powiedzenia.

 

Autor: Sylwia Kołodyńska

Powrót

© FORUM S.A