Kolejne kłopoty marszałka Grodzkiego

numer 2530 - 14.01.2020 ▶ Polska

Prof. Agnieszka Popiela nie wycofała swoich zeznań w sprawie marszałka Tomasza Grodzkiego. Wczoraj w Radiu Szczecin szczegółowo przedstawiła historię leczenia własnej mamy i przekazania obecnemu marszałkowi Senatu 500 dol. Coraz więcej pojawia się również wątpliwości wokół oświadczenia majątkowego polityka.

Prof. Agnieszka Popiela z Uniwersytetu Szczecińskiego była wczoraj gościem Radia Szczecin. W wywiadzie podtrzymała swoje zarzuty wobec obecnego marszałka Senatu. – Mama leżała w szpitalu Szczecinie-Zdunowie na oddziale torakochirurgii. […] Poszłam do gabinetu pana Grodzkiego i powiedziałam, że słyszałam, że na tym oddziale należy zapłacić czy wpłacić za operację i jeśli tak jest, to proszę ze mną na ten temat rozmawiać, a nie z moją mamą. Usłyszałam, że tak, że oni tutaj mają właśnie fundację, że mają bardzo wysokie standardy leczenia, że kształcą lekarzy, że kupują czasopisma medyczne, które są drogie, wyjeżdżają na konferencje i żeby zapewnić taki wysoki poziom usług medycznych, potrzebują takiego wsparcia – powiedziała Popiela. Na wpłatę 500 dol. nie otrzymała żadnego pokwitowania. – Jak przyszłam podziękować z kwiatami po udanej operacji, również nie wrócił do tego tematu. Jeszcze miałam taką nadzieję, że może to jest tak, że on po prostu gdzieś wpłacił na jakieś konto i przy tym drugim spotkaniu dostanę pokwitowanie – powiedziała Popiela.

Tomasz Grodzki uważa, że wszystkie dowody przeciwko niemu są nieprawdziwe. – To sfabrykowane zarzuty. Zaczęło mi to świtać, gdy ktoś opowiadał, że dał pieniądze w mojej klinice lekarzowi z Choszczna. W naszej klinice żaden lekarz z Choszczna nigdy nie pracował – powiedział tygodnikowi „Wprost” Grodzki. Utrzymał również wersję o osobach płacących za jego oczernianie. – Jeżeli zrobiłby to nierzetelny dziennikarz, to pół biedy, jeżeli to był agent polskich służb, to też pół biedy. Ale w sprawie nie chodzi o doktora Grodzkiego, tylko o instytucję marszałka. Gdyby to był agent obcych służb, to już by było niebezpieczne. Destabilizacja Senatu byłaby w interesie tych, którzy Polsce źle życzą – powiedział „Wprost” marszałek. Jak na razie nie ma cienia dowodu na to, że osoba, o której mówi 90-letni były funkcjonariusz UB, w ogóle istnieje.

Wątpliwości narastają również wokół oświadczeń majątkowych Tomasza Grodzkiego. Marszałek Senatu na konferencji prasowej twierdził, że cena usług w jego gabinecie to 150–200 zł. Jak wynika z oświadczenia majątkowego, w ubiegłym roku marszałek osiągnął przychód 270 tys. zł. Oznacza to, że lekarz w swoim gabinecie przyjął ok. 1800 pacjentów. I to pomimo licznych obowiązków w Senacie.

Autor: Jacek Liziniewicz

Powrót

© FORUM S.A