„Nawet mu powieka nie drgnęła”

numer 2535 - 20.01.2020 ▶ Polska

Mama wyszła z gabinetu. Zakręciła jej się łza w oku. I powiedziała do nas: „Wiecie, chłopaki, nawet mu powieka nie drgnęła. Wsunął kopertę do szuflady, zamknął i nawet się na mnie specjalnie nie spojrzał” – mówi portalowi Niezależna.pl pan Marek ze Szczecina. To nowy świadek mówiący o kopertach dla marszałka Grodzkiego. Osiem lat temu prof. Tomasz Grodzki operował ojca pana Marka. Za operację wziął 7 tys. zł.

To już ósma historia o korupcji, do której dochodziło w szpitalu Szczecin-Zdunowo, kiedy dyrektorem placówki był prof. Tomasz Grodzki. Jako pierwsza o panującym tam łapownictwie, od którego uzależnione było świadczenie usług medycznych, poinformowała w mediach społecznościowych prof. Agnieszka Popiela. Pacjenci w szpitalu Szczecin-Zdunowo musieli płacić za lepszą opiekę, przeprowadzenie lub przyspieszenie operacji, a nawet za wykonanie badań i zdjęć rentgenowskich.

Historia, którą opowiedział pan Marek, dotyczy najwcześniejszego okresu. Jego tata był operowany przez prof. Tomasza Grodzkiego w 2012 r. – Ojciec od jakiegoś czasu źle się czuł. I moja mama wręcz nakazała mu, żeby zrobił badania i pojechał do szpitala Szczecin-Zdunowo. Po wynikach okazało się, że ma raka płuc, no i został na oddziale w Zdunowie. Ponieważ ja pracuję w służbie zdrowia już 35 lat, pojawiłem się w Zdunowie i próbowałem porozmawiać z prof. Grodzkim, licząc na pomoc i zrozumienie. Ale prof. Grodzki poświęcił mi dosłownie półtorej minuty. Dużo ze mną nie rozmawiał, zbył mnie i odesłał do ordynatora. Ordynator poświęcił mi więcej czasu, bo pokazał zdjęcia płuca mojego ojca. Wyjaśnił mi, że jest konieczność wycięcia całego płuca, a nie tylko płatu – wspomina pan Marek w rozmowie z Niezależną.pl.

Gdy tata pana Marka został na oddziale, dowiedział się o obowiązujących tam nieoficjalnych opłatach za usługi medyczne. Prof. Grodzki był już dyrektorem i istniała już w szpitalu specjalna „taryfa” co do przeprowadzania operacji. – Nie wiem, kto informował o tym pacjentów, ale to była powszechna wiedza – relacjonuje pan Marek. – Ojciec powiedział, że nie ma co żałować, nie wiedział, czy przeżyje. Stawki chodziły w ten sposób, że za asystę pana profesora płaciło się do 5 tys. zł, on wtedy nie operował. A za osobistą operację profesora stawka wynosiła do 10 tys. zł. Nie wahaliśmy się długo, bo życie jest ważniejsze i chcieliśmy mieć cień nadziei na przedłużenie życia. Nikt wtedy na pieniądzach nie oszczędza – przywołuje wspomnienia pan Marek.

Na operację złożyli się pan Marek z mamą po 5 tys. zł. Do prof. Grodzkiego po to, aby przekazać pieniądze, pojechał jeszcze brat pana Marka, który jest proboszczem w jednej z parafii na terenie diecezji szczecińsko-kamieńskiej.

– Czekaliśmy około godziny przed gabinetem prof. Grodzkiego – mówi pan Marek. – Mama miała przygotowane 10 tysięcy. Gdy czekaliśmy długo przed gabinetem, powiedziałem, żeby dać jedynie 7 tysięcy. Nie mieliśmy pewności, czy on będzie to robił, czy nie. Mama nie chciała się na to zgodzić, ale wyciągnąłem 3 tysiące z koperty i powiedziałem, że 7 tysięcy wystarczy.

Do gabinetu prof. Grodzkiego weszła mama pana Marka. Na kopercie pan Marek napisał imię i nazwisko swojego taty, żeby profesor nie pomylił pacjentów i wiedział, o kogo chodzi. – Po chwili mama wyszła z gabinetu. Zakręciła jej się łza w oku. I powiedziała do nas: „Wiecie, chłopaki, nawet mu powieka nie drgnęła. Wsunął kopertę do szuflady, zamknął i nawet się na mnie specjalnie nie spojrzał”.

Jak dodaje pan Marek, od personelu medycznego rodzina się dowiedziała, że operację przeprowadził prof. Grodzki. Ojciec pana Marka żył jeszcze przez trzy lata.

Od początku grudnia ub.r. Prokuratura Regionalna w Szczecinie prowadzi śledztwo w sprawie korupcji w szpitalu Szczecin-Zdunowo, w okresie, kiedy jego dyrektorem był Grodzki. Obecny marszałek Senatu twierdzi, że nigdy nie przyjmował łapówek, a nawet przekonuje, że był prekursorem walki z tym zjawiskiem w swoim szpitalu.

 

Autor: Tomasz Duklanowski

Powrót

© FORUM S.A