Petru bis

numer 2535 - 20.01.2020 ▶ Publicystyka

Czy można drugi raz wejść do tej samej rzeki? Niby nie, ale życie pokazuje, że można próbować, nawet jeżeli wcześniej miało się w kontakcie z rzecznym nurtem przykre doświadczenia. To porównanie jest adekwatne do sytuacji Szymona Hołowni, który nie bez powodu jest porównywany z Ryszardem Petru.

Po Ryszardzie Petru ślad w polityce zaginął, jednak ten typ człowieka pretendującego do wielkiej polityki objawia się co pewien czas. A mówiąc precyzyjnie: takiego kandydata wyszukują ci, którzy chcą mieć bezpośredni wpływ na politykę. I przeważnie kończy się to nieszczęściem, co pokazał właśnie Ryszard Petru.

Ekonomiczni doradcy

W ostatnich dniach Szymon Hołownia przedstawił kolejnych swoich współpracowników – szefem zespołu doradców ekonomicznych ma być lewicowy ekonomista Piotr Kuczyński. Przypomnijmy, że pięć lat temu promotorem młodego, podobno świetnie zapowiadającego się polityka był inny ekonomista – Leszek Balcerowicz. Ryszard Petru, który przez wiele lat był związany z Unią Wolności, uchodził za jednego z najwierniejszych „żołnierzy” Balcerowicza. Jak później potoczyła się jego kariera polityczna – doskonale wiemy, tylko jakimś dziwnym trafem środowisko, z którego wywodzi się Leszek Balcerowicz, niechętnie wspomina, skąd wziął się Ryszard Petru. Widać to było zwłaszcza teraz, w wypowiedziach na temat 30., okrągłej rocznicy wprowadzenia tzw. planu Balcerowicza. Media relacjonujące z zachwytem ów plan raczej milczały na temat Ryszarda Petru, chociaż 10 lat wcześniej wypowiadał się jako ekspert: „Została zdławiona inflacja i bardzo szybko wprowadzono system rynkowy. To było z dnia na dzień – mówi ekonomista Ryszard Petru, który uczestniczył w tworzeniu planu Balcerowicza” – podawało radio RMF FM 17 grudnia 2009 r.

Pięć lat później, w kwietniu 2015 r., media zelektryzowała informacja, że „powstanie partia Balcerowicza”, a na jej czele stanie „bardzo znany i sławny ekonomista” Ryszard Petru. Sam zainteresowany przyznał, że założył stowarzyszenie Nowoczesna.pl i że współpracuje między innymi z Leszkiem Balcerowiczem oraz Władysławem Frasyniukiem. Dzisiaj, gdy już znamy wystąpienia, wypowiedzi oraz polityczne losy Ryszarda Petru, wciąż otwarte pozostaje pytanie, jak to jest możliwe, że zdołał on osiągnąć tak dobry wynik wyborczy.

Teraz na pierwszy plan wysuwa się Piotr Kuczyński, jako szef doradców kandydata na prezydenta Szymona Hołowni. Media (m.in. Gazeta.pl) piszą o nim, że jest to „ceniony ekonomista (…) Przez 13 lat Kuczyński pracował jako główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion należącego do Pekao. W maju ubiegłego roku został zwolniony za krytykę demontażu OFE”. W tych tekstach nie ma ani słowa o tym, że Piotr Kuczyński w 2015 r. krytykował zapowiedzi Andrzeja Dudy dotyczące obniżenia wieku emerytalnego i przewalutowania kredytów frankowych.

Tęsknota za liderem

Środowisko ekonomistów wywodzących się z czasów PRL ma ambicje kształtowania lidera, który zdobędzie realną władzę. Trzy lata temu Piotr Kuczyński wspólnie z dziennikarzem ekonomicznym Adamem Cymerem napisał książkę pt. „Dość gry pozorów. Młodzi macie głos(y)”, którą wydała „Krytyka Polityczna”.

„Młodzi są przeciw. Powiedzieli »nie« regulacjom ACTA, prezydentowi, partiom starego establishmentu. Dlaczego głosują na Kukiza, Korwina, nie chodzą na demonstracje KOD‑u? Komentatorzy i badacze społeczni przyglądają się tym zagadkom niczym etnografowie zgłębiający tajemnice obcego plemienia. Może zamiast robić badania terenowe z młodymi, lepiej zwyczajnie porozmawiać? O konkretach? Co w naszej transformacji poszło nie tak, co trzeba naprawić i kto ma to zrobić? Dość gry pozorów, to zaproszenie do rozmowy o przyszłości. Adam Cymer i Piotr Kuczyński nikogo nie pouczają – szkicują portret naszego ćwierćwiecza, od »klęski Solidarności« do klęski wyborczej III RP, i rzucają wyzwanie pokoleniu, które będzie musiało wziąć odpowiedzialność za Polskę” – taki opis książki zamieściła na swojej stronie jedna z księgarń internetowych. Ten opis nie pozostawia wątpliwości – autorzy mają ambicje polityczne. I właśnie teraz jesteśmy świadkami realizacji tych ambicji.

Biznes w służbie kampanii

W grudniu na jednym ze spotkań z Szymonem Hołownią w Wielkopolsce pojawili się przedstawiciele jednej z największych prywatnych firm z regionu. Oficjalnie spotkanie dotyczyło promocji książki Hołowni – sala była wypełniona po brzegi, a na spotkanie mogły wejść jedynie osoby posiadające wejściówki. Według nieoficjalnych informacji organizatorem spotkania byli lokalni biznesmeni. Po jego zakończeniu Hołownia oddalił się razem z lokalnymi biznesmenami na prywatne spotkanie, które – jak twierdzą świadkowie – miało trwać do późnych godzin.

Dzień później Szymon Hołownia pojechał do Gdańska, gdzie ogłosił swój start w wyborach prezydenckich na bogatej, „wypasionej” (jak pisali internauci) konwencji. „My naprawdę idziemy wygrać te wybory” – powiedział Hołownia podczas swojego wystąpienia. Nie powiedział, dlaczego użył określenia „my” i kim są ludzie schowani w jego cieniu. Co ciekawe, wydarzenia nie transmitowała telewizja TVN, z którą Hołownia był przez wiele lat związany – miał tam swój program, ale konkurencyjny Polsat News. Na spotkaniu pojawił się Jacek Cichocki, minister, koordynator służb specjalnych, a wcześniej sekretarz kolegium ds. służb specjalnych w kancelarii premiera Donalda Tuska.

W sztabie Hołowni znalazł się także prof. Rafał Matyja – autor określenia „IV RP”, były redaktor miesięcznika „Nowe Państwo” oraz redaktor naczelny „Kwartalnika Konserwatywnego”, w 2005 r. członek Honorowego Komitetu Poparcia Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Jego drogi z prawicą rozeszły się w 2017 r., o czym poinformował – a jakże – na łamach „Gazety Wyborczej” w wywiadzie udzielonym Grzegorzowi Sroczyńskiemu.

„W ostatnich wyborach nie głosowałem na żadną z partii uznawanych za prawicowe czy centroprawicowe. I nieprędko zagłosuję. Moje drogi z prawicą całkowicie się rozeszły, bo prawica zafiksowała się na celach, które dla mnie nigdy nie były interesujące. Prawica – taka, jaka jest – już nie jest moja. (…) Klimat klerykalizmu jest tak gęsty, że zaczyna się inaczej myśleć. Polska potrzebuje (…) rozsądnej odpowiedzi na ten klerykalizm. (…) Uważam, że dla zerwania ze złą tradycją wykluczania moralnego należy związki partnerskie zalegalizować. Nie potrafię wymienić żadnego powodu, żeby tego nie poprzeć” – mówił prof. Matyja we wspomnianym wywiadzie. Nic więc dziwnego, że przy takiej wolcie poglądów znalazł swoje miejsce w sztabie Szymona Hołowni, który także daleko odszedł od poglądów, które reprezentował w okresie, gdy trafił do nowicjatu ojców dominikanów.

Teraz, po klęsce projektu „Ryszard Petru”, mocodawcy nowego kandydata są mądrzejsi o poprzednie doświadczenia. Tyle tylko, że kandydat Szymon Hołownia naprawdę niewiele się różni od Ryszarda Petru. Nawet jeżeli w jego kampanię są zaangażowane media sprzyjające opozycji i biznes, to nie zmieni on przyzwyczajeń i charakteru. Najbliższe miesiące pokażą, kto naprawdę stoi za projektem „Szymon Hołownia” i dlaczego został on wystawiony w wyborach prezydenckich. Bo argument, że może pokonać Andrzeja Dudę, jest po prostu śmieszny. Najprawdopodobniej plan jest taki: jeżeli Hołownia przegra z dobrym wynikiem, następnym etapem będzie budowa partii pod jego przewodnictwem, do której trafią sieroty po Platformie Obywatelskiej zawstydzone dotychczasowymi liderami.

Autor: Dorota Kania

Powrót

© FORUM S.A